Drodzy Czytelnicy,
nastała myśl o powrocie - ciała przeszył strach.
Taki powrót do domu to jak życia krach.
Rady jednak nie ma, taka była mowa,
że do domu w lipcu wrócimy,
aby zacząć od nowa.
A że przygody lubimy,
z dżungli na asfalty,
kciuk w górę wyciągamy złapać transport lokalny.
Pół godziny - jedziemy!
Droga nam umyka,
zielono tu, przepięknie,
przyroda w pół dzika.
Po godzinie w Jerantut dworzec nas już wita.
Stoimy.
Jednak autobusem dzisiaj pogardzimy,
przecież i bez tego sobie poradzimy.
Chińczyk obok słucha naszych dywagacji,
mamy w tym co mówimy sporo swoich racji.
Podwozi nas na wylot drogi do stolicy.
Cieszy się, że pomoże nam w tej okolicy.
Długośmy nie czekali, zapiszczały koła,
patrzymy w lewo, prawo ktoś nas z jeepa woła.
Jedziemy!
W drodze jemy, w małej restauracji,
odmówić nam nie wypada tak pysznej kolacji.
Zachciało nam się powrotu nie takiego zwykłego,
lecz jak przystało na nas - spektakularnego.
Najlepiej lądem, morzem to by była wyprawa,
taki powrót do domu w głowie nam się objawia.
Potrzeba nam dokumentów, jedziem do stolicy!
Tam siedzą władcy pióra, czytaj urzędnicy.
W mieście sił próbujemy w starciu z urzędami,
papierków nam potrzeba, tośmy spróbowali.
Zwiedziliśmy Ambasady, Konsulów poznali,
z czym przyszli, z tym wrócili - jesteśmy zbyt mali.
Dla nich jesteśmy zbyt mali? A może zbyt śmiali?!
Mali, śmiali, ale młodzi i pełni energii!
Spróbujemy gdzie indziej!
To nie koniec świata,
że za biurka odmawia jakiś biurokrata.
Chcemy jeszcze w Malezji zwiedzić trochę plaży.
Poczuć fale, złapać słońce - Tioman nam się marzy.
Miało być całkiem dziko, a tam turystka.
Restauracja, bankomat czar przygody znika.
Widzimy jednak potencjał, namiot rozbijamy
i mieszkając za darmo tym się zachwycamy.
Na wyspie noce ciepłe, dni były gorące,
mijały nam powoli jakoby miesiące.
Duchota, parnota - warunki do życia byłyby fatalne,
gdyby nie serwowane browary lokalne.
I tym uraczeni, moczyliśmy ciała,
w morzu gorącym jak zupa, ot przygoda cała!
Można jeszcze by wspomnieć, że łowiliśmy ryby,
łatwiej jednak w Polsce zbierać w lesie grzyby.
Więc z pieniędzmi w kieszeni, na kuter w te pędy,
żeby przy wieczorze, włożyć co do gęby.
I tak po tygodniu, lenistwa i nic nie robienia,
żegnamy się z Malezją. Żegnaj! Do widzenia!
Staliśmy w słońcu na molo, wyglądając promu.
Płyniemy do Singapuru,
jeszcze nie do domu...
nastała myśl o powrocie - ciała przeszył strach.
Taki powrót do domu to jak życia krach.
Rady jednak nie ma, taka była mowa,
że do domu w lipcu wrócimy,
aby zacząć od nowa.
A że przygody lubimy,
z dżungli na asfalty,
kciuk w górę wyciągamy złapać transport lokalny.
Pół godziny - jedziemy!
Droga nam umyka,
zielono tu, przepięknie,
przyroda w pół dzika.
| Od Wyspa Tioman |
Po godzinie w Jerantut dworzec nas już wita.
Stoimy.
Jednak autobusem dzisiaj pogardzimy,
przecież i bez tego sobie poradzimy.
Chińczyk obok słucha naszych dywagacji,
mamy w tym co mówimy sporo swoich racji.
Podwozi nas na wylot drogi do stolicy.
Cieszy się, że pomoże nam w tej okolicy.
Długośmy nie czekali, zapiszczały koła,
patrzymy w lewo, prawo ktoś nas z jeepa woła.
Jedziemy!
W drodze jemy, w małej restauracji,
odmówić nam nie wypada tak pysznej kolacji.
Zachciało nam się powrotu nie takiego zwykłego,
lecz jak przystało na nas - spektakularnego.
Najlepiej lądem, morzem to by była wyprawa,
taki powrót do domu w głowie nam się objawia.
Potrzeba nam dokumentów, jedziem do stolicy!
Tam siedzą władcy pióra, czytaj urzędnicy.
W mieście sił próbujemy w starciu z urzędami,
papierków nam potrzeba, tośmy spróbowali.
Zwiedziliśmy Ambasady, Konsulów poznali,
z czym przyszli, z tym wrócili - jesteśmy zbyt mali.
Dla nich jesteśmy zbyt mali? A może zbyt śmiali?!
Mali, śmiali, ale młodzi i pełni energii!
Spróbujemy gdzie indziej!
To nie koniec świata,
że za biurka odmawia jakiś biurokrata.
| Od Wyspa Tioman |
| Od Wyspa Tioman |
| Od Wyspa Tioman |
Chcemy jeszcze w Malezji zwiedzić trochę plaży.
Poczuć fale, złapać słońce - Tioman nam się marzy.
Miało być całkiem dziko, a tam turystka.
Restauracja, bankomat czar przygody znika.
Widzimy jednak potencjał, namiot rozbijamy
i mieszkając za darmo tym się zachwycamy.
| Od Wyspa Tioman |
| Od Wyspa Tioman |
| Od Wyspa Tioman |
| Od Wyspa Tioman |
| Od Wyspa Tioman |
| Od Wyspa Tioman |
Na wyspie noce ciepłe, dni były gorące,
mijały nam powoli jakoby miesiące.
Duchota, parnota - warunki do życia byłyby fatalne,
gdyby nie serwowane browary lokalne.
I tym uraczeni, moczyliśmy ciała,
w morzu gorącym jak zupa, ot przygoda cała!
Można jeszcze by wspomnieć, że łowiliśmy ryby,
łatwiej jednak w Polsce zbierać w lesie grzyby.
Więc z pieniędzmi w kieszeni, na kuter w te pędy,
żeby przy wieczorze, włożyć co do gęby.
| Od Wyspa Tioman |
| Od Wyspa Tioman |
| Od Wyspa Tioman |
| Od Wyspa Tioman |
| Od Wyspa Tioman |
| Od Wyspa Tioman |
| Od Wyspa Tioman |
I tak po tygodniu, lenistwa i nic nie robienia,
żegnamy się z Malezją. Żegnaj! Do widzenia!
Staliśmy w słońcu na molo, wyglądając promu.
Płyniemy do Singapuru,
jeszcze nie do domu...
![]() |
| Wyspa Tioman |




