Miasto cudowne, kolonialne, pełne zabytków. Zatrzymaliśmy się w położonym w centrum, poleconym przez znajomych hotelu Hospodaje Cocibolca.
| Od Granada |
Mieliśmy wspaniały widok na dachy pokryte glinianymi dachówkami, darmowy internet, kuchnię i nieograniczony dostęp do wyśmienitej kawy. Co do Granady to zrobiła na nas duże wrażenie. Zabytkowe centrum z dorożkami, lokalny targ oraz wszechobecny spokój tak najprościej można scharakteryzować to miasto. Granada jest bogatsza od Leon, jest również pewnego rodzaju perełką Nikaragui. Nie wiemy o co dokładnie z tym chodzi ale wszędzie można spotkać wizerunek Che Guevary.
Naszym kolejnym celem podróży stała się wyspa Omepete, na której są dwa wulkany z czego jeden jest aktywny. Wyspa znajduję się na największym jeziorze Ameryki Centralnej - Lago Nicaragua, ponoć w jego wodach pływają rekiny.
Z San Jose del Sur codziennie odpływają promy. Bilety kosztują po 7,50 PLN (60 CN) od osoby + tyle samo za motocykl, podróż trwa godzinę. Podczas powrotu spotkała nas miła niespodzianka, bilety były o połowę tańsze.
W trakcie poszukiwania kempingu na wyspie zarezerwowaliśmy przewodnika na wulkan.
Umówiliśmy się z nim na 6 rano, poradził abyśmy zrobili sobie kanapki i koniecznie zabrali ze sobą kurtki, ciepłe swetry, stroje kąpielowe i po 3 litry wody na osobę.
Okey, szykuje się poważna wyprawa - pomyśleliśmy:)
O zmroku, po drugiej stronie wyspy szczęśliwie znaleźliśmy hostel z kempingiem. Namiot rozstawiliśmy ekspresowo i pojechaliśmy w poszukiwaniu sklepu. Chociaż na zegarku dopiero 18 było już kompletnie ciemno, a w dodatku droga błotnista, pełno kamieni i dziur, które musieliśmy omijać. Przydomowe sklepiki znaleźliśmy bez żadnego problemu, jednak nie było w nim pieczywa, a właściwie niczego co nadawałoby się na kanapki. Odrobinę zrezygnowani wracaliśmy do hostelu, nic już nie widać, omijamy kałużę, pierwszą, drugą, przejeżdżamy przez błoto, ryk silnika i leżymy! Błoto takie, że się koło zblokowało. Żadnej wcześniejszej oznaki, żadnego poślizgu, szybka akcja.
Nic się nie stało? - pytamy siebie na wzajem. Lekkie stłuczenie, brudne spodnie, uff tyle. Wściekły podnoszę motor, ruszamy dalej. Dojeżdżamy na miejsce, na przeciwko bramy wjazdowej widać światło, podchodzimy bliżej, a to sklep. Uratowani! Jest pieczywo, majonez i tuńczyk. Z głodu nie umrzemy!
Smacznie zasypiamy, podekscytowani czekającą nas wyprawą na wulkan. Rano przewodnik przychodzi punktualnie, a my zgodnie z umową wyposażeni w prowiant, 6 litrów wody i ciepłe ubrania czekamy na przygodę. Od początku jesteśmy zaskoczeni ubiorem przewodnika. Ten 22 latek ubrany był w swój stary szkolny uniform, buty lakierki i miał ze sobą tylko małą kosmetyczkę. Nie pytając dlaczego domyślamy się, że pewnie resztę ekwipunku ma na miejscu albo dołączymy do jakiejś grupy turystów prowadzonej przez innego oprowadzacza. Razem z nami wyruszył w drogę hotelowy pies - Donkey.
| Od Ometepe |
Po 2 godzinach wspinaczki po bardzo stromych szlakach, z ciężkimi plecakami, cali oblani potem nie możemy uwierzyć, że nasz przewodnik nie jest nawet odrobinę zmęczony i z uśmiechem na twarzy oznajmia, że do szczytu brakuje nam jeszcze 3 godziny marszu po błocie pod górę. Ciężko się idzie bo i kondycja słaba, parówa okropna, plecaki ciężkie, w błocie nogi grzęzną, a każdy konar czy kamień śliski. Zmordowani docieramy na wierzchołek wulkanu, schodzimy 200 metrów do laguny która okazuje się być jeziorem w kraterze, jednak gęste chmury nie pozwalają nam zbyt wiele zobaczyć. Jest gorąco, nie wiemy po co nam te wszystkie ciepłe rzeczy, które ze sobą dźwigaliśmy, z kąpieli w mule rezygnujemy, zjadamy co mamy, a czego nie możemy dzielimy się z Donkeyem, dopijamy wodę żeby było lżej schodzić i wyruszamy. Po drodze spotykamy parę Francuzów z którymi spotkaliśmy się na wyspie Utila. Miła pogawędka i dostaliśmy namiar na fajny hotel w miejscowości, w której obecnie mieszkamy.
Zejście na dół zajęło nam 4 godziny, cali w błocie niedowierzamy, że nasz przewodnik jest nieskazitelnie czysty jakby nigdzie się stąd nie ruszał :/ Dowiedzieliśmy się, że rocznie wchodzi minimum 200 razy na szczyty wulkanów z turystami, stąd jego świetna kondycja i wprawione nogi.
Kolacja smakuje bardziej niż zwykle, padamy ze zmęczenia, zasypiamy w hamaku.
Następnego dnia opuszczamy wyspę. 20 kilometrów na południe i jesteśmy w San Juan del Sur, to malownicze miasteczko położone w zatoce nad Oceanem od pierwszego momentu robi na nas niesamowite wrażenie.
| Od San Juan del Sur |
Pomimo poleconego nam hostelu początkowo postanawiamy dotrzeć na kemping (jedyny) na innej plaży tym razem polecany przez LP za 1U$D za namiot :) Po 12 kilometrach bezdroży docieramy na plażę Majagual. Wspaniałe odludne miejsce, jest i kemping, świetnie, jednak właściciel przekombinował trochę przy cenniku i za namiot oczekuje 9U$D!
Co?! Nie ma mowy. Zawracamy!
Na koniec oferuje jeszcze "dog house" za 5U$D od osoby, nic z tego!
Z łatwością odnajdujemy rekomendowany hostel Beach Fun Casa 28, z kuchnią, internetem, bardzo blisko plaży. Pozbijany z desek, pełno prześwitów, z oknami bez szyb, a podłoga chodzi przy każdym kroku. Bardzo swojski i strasznie nam się tutaj podoba.
Tym razem śmiesznie się złożyło, że 3/4 osób mieszkających w tym hotelu, mieszkało razem z nami w Leon.
Wieczorem międzynarodowa fiesta u nas w pokoju z Benajminem z Nowej Zelandii, jego dziewczyną Stefani urodzoną w Zimbabwe (ale na stałe mieszkającą z nim w Australii), dwoma Argentynkami i nowopoznanym Francuzem, który podróżuje samotnie na motorze.
San Juan del Sur okropnie nam przypadł do gustu, świetny klimat, ładna plaża, tanie bary, wszędzie słychać muzykę cumbias ( dla ciekawych: http://www.fulltono.com/cumbias/), a rum kosztuje 13zł za litr.
Załapaliśmy lenia, trochę plażowaliśmy, raz zrobiliśmy sobie wycieczkę na sąsiednią dziką plażę. Czas przecieka nam przez palce i szkoda stąd wyjeżdżać.
U miejscowych rybaków kupujemy świeże ryby za 3 złote za kilogram.
Po relaksujących 4 dniach, jutro opuszczamy tanią Nikaraguę, którą będziemy ciepło wspominać i jedziemy do San Jose w Kostaryce. Dzięki CS mamy zapewniony darmowy nocleg w tej jednej z najdroższych stolic Ameryki Centralnej.











