wtorek, 26 kwietnia 2011

Bangkok jednak skolonizowany.


Ostatnia nasza przygoda z koleją w Indiach to pociąg do Kalkuty, czwartego pod względem wielkości miasta w Indiach. Przyjechaliśmy tutaj z konkretnych powodów. Musieliśmy przede wszystkim wyrobić wizę do Tajlandii i zrobić ostatnie pamiątkowe zakupy na słynnym bazarze w Kalkucie, którego historia sięga XIX wieku. Indie są bezdyskusyjnie najtańszym państwem jakie kiedykolwiek odwiedziliśmy! Ceny posiłków oscylowały w granicach 50rupi (ok.3zł), równie tanie noclegi oraz przejazdy rikszami, taksówkami, koleją i metrem są zdecydowanie atutem w zwiedzaniu tego kraju. Jeżeli nie dyskutuje się z brudem, hałsem itp. Indie potrafią odwdzięczyć się swoim pięknem i oczarować.
Samo miasto jest bardzo przyjemne, większa cywilizacja i kultura niż w Delhi, jedynie upały nam doskwierały. Zajęci naszymi sprawami cztery dni minęły nam błyskawicznie i ani się obejrzeliśmy jak siedzieliśmy w taksówce pędząc na lotnisko w Kalkucie.

Od Kalkuta

Nasz kolejny przystanek to Bangkok. Już chwilę po opuszczeniu terminalu mogliśmy śmiało powiedzieć, że skończyła się nasza podróż a rozpoczęły wakacje! Tajlandia jest bez wątpienia najłatwieszym krajem dla podróżników. Właściwie wszystko jest tutaj podane na tacy i gotowe do "spożycia", a wysiłek turysty ogranicza się jedynie do wskazania leniwie palcem co podać.

Od Bangkok

Od Bangkok

Od Bangkok

Od Bangkok

Nasz pierwszy przystanek to rozsławiona Khao San Road, ulica po za którą większość turystów nie poznaje pozostałej części stolicy.

Od Bangkok

Od Bangkok

Od Bangkok

Od Bangkok

Od Bangkok

Od Bangkok

Od Bangkok

 My byliśmy jednak odrobinę bardziej ambitni i zwiedziliśmy jeszcze China Town,

Od Bangkok

Od Bangkok

nabrzeżny targ,

Od Bangkok


Od Bangkok

Od Bangkok

Od Bangkok

 targ amuletów

Od Bangkok

Od Bangkok

i słynny 46 metrowy posąg leżącego Buddy.

Od Bangkok

Od Bangkok

Od Bangkok

Pierwsze nasze wrażenia z miasta były bardzo pozytywne, czysto i wszystko tzn.sklepy, restauracje, kawiarnie, dostęp do WiFi, czyli to czego nam "brakowało" w Indiach.

Od Bangkok

Od Bangkok

Jednak są to uciechy złudne i chwilowe. Bangkok zalany jest tabunami turystów co z dnia na dzień stawało się coraz bardziej męczące! Tęsknimy za uczuciem odkrywania czegoś nowego, świeżymi doznaniami i poznawaniem lokalnych-rzeczywistych mieszkańców. Niestety tutaj tego nie znajdziemy, uciekamy na południe, na plaże, w końcu mamy wakacje?!
P.S.Opisy do zdjęć wkrótce.
Bangkok

niedziela, 17 kwietnia 2011

India express.

Piotrek (polski indolog z którym spotkaliśmy się w Delhi) zapewniał, że jak tylko wyjedziemy z przeludnionej stolicy (17mln ludzi), poznamy prawdziwe oblicze Indii. W duchu na to liczyliśmy. Delhi niczym szczególnym nie zachwyca i przy dłuższym pobycie staje się zdecydowanie męczące. Cieszyliśmy się, że wreszcie wyruszamy dalej! Z biletami w ręku, zniecierpliwieni, czekaliśmy na pociąg. Odrobinę się obawialiśmy, ponieważ mieliśmy nieciekawe wyobrażenie o podróżowaniu koleją w Indiach. Spodziewaliśmy się, że będzie raczej brudno, głośno i przede wszystkim tłoczno. I tak z pewnością jest w najniższej klasie, gdzie liczba miejsc jest nielimitowana, ale już w 3A czyli klasie, w której mieliśmy wykupione bilety, było całkiem przyzwoicie. Przedziały sześciosobowe, podróżni spokojni, kolej cicha nawet czysto i świeża pościel, brakowało za to drzwi w przedziałach i klimatyzacji. Pierwsza podróż za nami. Uśmiechy na twarzach, było ok. Kolej to dobra forma transportu.

Od Khajuraho

Wysiedliśmy na peronie w Agrze.

Od Agra, Taj Mahal

Wzięliśmy motorikszę i po 30 minutach znaleźliśmy się w hostelu z widokiem na słynny Taj Mahal. Już z daleka biały budynek wyglądał imponująco ale byliśmy strasznie ciekawi jaki jest z bliska. Żeby go jak najszybciej obejrzeć chcieliśmy pójść z samego rana. To był piątek, niestety w tym dniu jest on zamknięty. Całe szczęście, bo tylko w ten dzień tygodnia jest otwarty meczet w starej części Agry. Zrobiliśmy sobie więc kilkugodzinną wycieczkę po tej dzielnicy, odwiedzając muzułmańską świątynię oraz ogromny bazar który go otacza.

Od Agra, Taj Mahal

Od Agra, Taj Mahal

Od Agra, Taj Mahal

Od Agra, Taj Mahal

Od Agra, Taj Mahal

Od Agra, Taj Mahal

Na drugi dzień wstaliśmy wcześnie rano. Ale nie tylko my,bo już kilka minut po szóstej była ustawiona kilkudziesięcioosobowa kolejka do kas. Jeszcze tylko dokładna kontrola osobista w poszukiwaniu broni, przechodzimy przez bramę i naszym oczom w pełnej okazałości ukazał się największy dowód miłości i najsłynniejszy budynek na świecie - Taj Mahal.Wow!

Od Agra, Taj Mahal
Od Agra, Taj Mahal
Od Agra, Taj Mahal
Od Agra, Taj Mahal
Cały starannie ozdobiony z marmuru, zrobił na nas olbrzymie wrażenie. Grobowiec jest rzeczywiście ogromny i przepiękny. Widok cieszy nie tylko oko. Dzięki temu, że wokół niego rośnie kilka drzew, jest woda i śpiewają ptaki można się zrelaksować, wyciszyć i pobyć tam dłuższą chwilę.


Od Agra, Taj Mahal

Od Agra, Taj Mahal
Od Agra, Taj Mahal


Od Agra, Taj Mahal
Przez resztę dnia włóczyliśmy się po Agrze, zaglądając tu i ówdzie.


Od Agra, Taj Mahal

Od Agra, Taj Mahal

Od Agra, Taj Mahal

Od Agra, Taj Mahal

Od Agra, Taj Mahal

Od Agra, Taj Mahal

Od Agra, Taj Mahal

Po zmroku, pełni energii, którą odczuwaliśmy przez cały dzień wsiedliśmy do motorikszy i udaliśmy się w stronę dworca. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że po 10 minutach jazdy, kierowca zgasił silnik, zaczął wymachiwać rękami, początkowo krzyczeć po czym śpiewać i kiwać się z tyłu na przód. Co jest? Pytamy, przypuszcając, że facet nie jest do końca normalny. Szybka nas przeprasza mówiąc, że zawsze się modli o tej porze i długo mu to nie zajmie. Ok. W końcu co kraj to obyczaj. Po tym jak ruszyliśmy dalej zdarzyło mu się jeszcze kilka razy spoliczkować swoją twarz. Niestety nadal nie wiemy czy był zwyczajnie zmęczony, czy robił to z powodu mijanych w tym czasie żebraków. Na koniec postanowił chyba nadrobić stracone minuty, ponieważ dodał ostro gazu i na zakrętach musieliśmy się trzymać ze wszystkich sił, aby tylko nie wypaść. Pod samym dworcem z uśmiechem na twarzy zapytał czy jesteśmy zadowoleni z jego usługi. Oczywiście, że byliśmy, nie spodziewaliśmy się, że jazda z 84 latkiem może być tak emocjonująca. Kiedy już się z nim żegnaliśmy zdradził nam, że swoje zdrowie zawdzięcza poprzez aktywny seks.

Druga podróż koleją przebiegła równie miło co i szybko. Spaliśmy przez całą noc i w miarę wypoczęci zatrzymaliśmy na jeden dzień w Khajuraho.


Od Khajuraho

Od Khajuraho

Od Khajuraho

Od Khajuraho

Od Khajuraho

 W małym miasteczku znajduje się kompleks świątyń, przez turystów najczęściej kojarzony z Kamasutrą. Za 150Rs (ok.9zł) można objechać je wszystkie motorikszą. Tak też oczywiście zrobiliśmy i dzięki temu pewnie jeszcze żyjemy, ponieważ kwiecień to miesiąc w którym rozpoczynają się największe upały w Indiach. Tutaj naprawdę jest gorąco! Są tego jednak plusy, jest niewielu turystów, a dzięki temu mniejszy ruch, ludzie życzliwsi, a i sprzedawcy chętniej opuszczają ceny.

Od Khajuraho

Od Khajuraho
Od Khajuraho

Od Khajuraho

Zachwycaliśmy się wszystkimi świątyniami po kolei. Każda ma około 1000 lat, jest misternie, ręcznie rzeźbiona i poświęcona innemu bogu. Odwiedzać je można wyłącznie boso i dobrze mieć przy sobie kilka rupii dla pilnujących je strażników, którzy wtedy z chęcią o nich opowiadają i pokazują.

Od Khajuraho


Od Khajuraho
Od Khajuraho


Od Khajuraho

Po odwiedzeniu wszystkich kompleksów, byliśmy przekonani, że dzień się już dla nas kończy i chcieliśmy jeszcze tylko zobaczyć ostatnią, tajemniczo wyglądającą świątynię znajdującą się w samym centrum Khajuraho. Z zewnątrz zdecydowanie różniła się od poprzedniczek, była brudna, zaniedbana i przez otaczające je budynki mało dostępna. To tym bardziej rozbudziło naszą wyobraźnię i postanowiliśmy, że tam wstąpimy. 


Od Khajuraho

Nie mogliśmy trafić lepiej. Właśnie w tym miejscu po raz pierwszy odkryliśmy prawdziwe Indie, na które tyle czekaliśmy.
Zaraz obok świątyni, pełniącej również rolę szkoły, w cieniu drzewa siedział mężczyzna przepasany pomarańczowym materiałem. Machnięciem ręki zaprosił nas do siebie.


Od Khajuraho

Z przyjemnością usiedliśmy koło niego i rozpoczęliśmy zapoznawczą rozmowę. Mężczyzna okazał się być nauczycielem Sanskrytu w tej szkole oraz mistrzem Hare Kriszna. Poprosiliśmy go o możliwość zwiedzenia małej świątyni w jego domu. Na szczęście nam nie odmówił i chętnie oprowadził, jednocześnie opowiadając łamaną angielszczyzną o Krisznie, jego codziennych modlitwach, wyrzeczeniach i życiu. 
Z rumieńcami na twarzy wysłuchaliśmy o tym jak kilka razy miał objawienie i uważa że, jest naznaczony przez Boga.

Od Khajuraho

Na koniec spotkania poznaliśmy również jego syna i żonę. Przy pożegnaniu przytrzymał mocniej rękę Rafała i zaczął się jej dokładniej przyglądać, w tym czasie Dorota została zaproszona do sąsiedniego domostwa. Duchowny przepowiadział Rafałowi przyszłość. Wierzyć czy nie? Z przeszłości wszystko się zgadzało. Zobaczymy...
Dotka natomiast, przechodziła w tym czasie metamorfozę. Nowopoznane dziewczyny, zafundowały jej odpowiedni makijaż, bez którego, żadna zamężna Indyjka nie wychodzi z domu.


Od Khajuraho





Przy pożegnaniu (na którym matka wzruszyła się do łez) małe kulturowe faux pas popełnione przez Rafała. Który chcąc być życzliwy z przyzwyczajeniami z Ameryki pocałował w policzek najstarszą, zamężną córkę. Ta natychmiast odskoczyła i rzuciła się w kąt. Siostry w śmiech! Upsss. W ich kulturze takie zachowanie zarezerwowane jest wyłącznie dla kobiet. Na szczęście męża nie było w domu więc jest spora szansa, że nie dojdzie z Rafała powodu do rozwodu ;)

Całe to spotkanie było niesamowite i prawdziwe. Wyzbyte z turystycznych sztuczek, gier i chęci wyciągnięcia kolejnych pieniędzy. Jesteśmy tym bardziej wdzięczni, że mogliśmy poznać takie Indie.

Kolejna, nasza nocna podróż koleją i następny tym razem najbardziej wyczekiwany w Indiach przystanek. Najświętsze miejsce w kraju, jedno z najstarszych miast na świecie (ponad 8000lat). Varanasi.

Od Varanasi

Nie wiemy ile razy widzieliśmy to miejsce w telewizji i internecie. Nie wiemy ile razy czytaliśmy o tym miejscu i słyszeliśmy od innych. Jedno jest pewne, nigdy nie spodziewaliśmy się, że w rzeczywistości to miejsce jest tak mistyczne...



Od Varanasi
Od Varanasi

Od Varanasi
Od Varanasi

Od Varanasi


Od Varanasi

Od Varanasi

Od Varanasi
Od Varanasi

Od Varanasi

Po tym jak zakwaterowaliśmy się w hostelu nad samym brzegiem Gangesu, schronieni przed palącym słońcem, z niecierpliwością czekaliśmy aż wreszcie się ochłodzi. 

Od Varanasi


Od Varanasi

Kilka minut po piątej wyszliśmy na spacer do najważnjeszego Ghatu - Dashaswamedh. Przesiadujący na schodach hindusi powiedzieli, że o siódmej rozpocznie się codzienna ceremonia. Świetnie!
W czerwonym budynku nad brzegiem zauważyliśmy malutkie drzwiczki, zza których słyszeć dało się muzykę i dzwonki.

Od Varanasi

 Mężczyzna stojący obok wskazał nam wejście i nakazał zdjęcie butów. Zaciekawieni weszliśmy nieśmiało do środka, a tam: ołtarz, posąg czarnego psa z czerwonym pyskiem, kadzidła, łańcuchy z kwiatów, obrazki i podobizny świętych, o których w życiu nie słyszeliśmy. Nie było odwrotu, padliśmy przed kapłanem na kolana i zostaliśmy szybko przechrzczeni. Na szyjach pojawiły się plecionki z kwiatów, a na czołach różnokolorowe kropki. Dalej droga prowadziła wąskimi schodami w górę. A tam? Kolejna niespodzianka, wymalowany, półnagi mężczyzna leżał na kozetce, a kobieta która klęczała przy jego nogach masowała mu stopy. Kobieta poprosiła abyśmy usiedli na krótką rozmowę i wspólne zdjęcie. Tak lubimy.


Od Varanasi

Od Varanasi

Dzięki temu dowiedzieliśmy, się, że mamy niezwykłe szczęście, że zastaliśmy mistrza w świątyni. Jest on podobno niezwykle popularny nie tylko w samych Indiach ale i na całym Świecie. Póki co pozostaje nam wierzyć na słowo. Zadowoleni zwiedziliśmy pozostałą część świątyni. Niezwykle klimatyczna! Niesamowita przygoda.

Od Varanasi

Zaraz po wyjściu, zajęliśmy sobie miejsce na schodach prowadzących do świętej rzeki niedaleko muzyków. Ceremonia trwała ponad godzinę.


Od Varanasi

Od Varanasi
Od Varanasi
Od Varanasi

Od Varanasi

Nie wierzyliśmy, że takie miejsce istnieje na prawdę na Ziemi. Wszystko! Muzyka, kadzidła, płatki kwiatów, obrzędy kapłanów i pływające po Gangesie łodzie sprawiły, iż przenieśliśmy do innego wymiaru!

Na drugi dzień tuż po świcie, wypłynęliśmy łodzią po Gangesie. Wycieczka obowiązkowa! Pielgrzymi obmywający całe ciała, modlący się ludzie i całe ten klimat sprawiają, iż Varanasi jest niepowtarzalne.

Od Varanasi
Od Varanasi



Od Varanasi
Od Varanasi
Od Varanasi

Od Varanasi

Od Varanasi

Od Varanasi
Od Varanasi
Od Varanasi


Od Varanasi

Od Varanasi
Od Varanasi


Od Varanasi

Popołudnie spędziliśmy spacerując wąskimi uliczkami wzdłuż ghatów. Czasami przesciskając się pomiędzy świętymi krowami, przystawaliśmy przy ulicznych świątyniach. Tutaj hindusi są niezwykle wierzący i modlą się na każdym kroku. Z resztą całe miasto jest niezwykle religijne, przez dzień towarzyszyło nam buddyjska mantra.

Od Bodhgaya

Od Bodhgaya

Varanasi opuściliśmy nocnym pociągiem jadącym do Bodhgaya, miejsca w którym Budda medytując przez 7 tygodni pod drzewem, dostał oświecenia.


Od Bodhgaya

Od Bodhgaya


Od Bodhgaya

Dzięki temu świątynia Buddy w Bodhgaya jest najważniejszym miejscem pielgrzymek dla wszystkich jego wyznawców.


Od Bodhgaya

Od Bodhgaya
Od Bodhgaya

Od Bodhgaya


Od Bodhgaya

Przyznajemy, że to miła jest świadomość stąpania po tej samej ziemi. W tym niewielkim miasteczku znajduje się jeszcze kilka innych świątyń wyznawców buddyzmu. M.in. tybetańska, chińska, tajska czy japońska. 


Od Bodhgaya
Od Bodhgaya

Od Bodhgaya
Od Bodhgaya


Od Bodhgaya

Wszyscy odwiedzający mogą zamieszkać w monasterium i będą traktowani jak pielgrzymi.



Agra, Taj Mahal
Khajuraho
Varanasi

Bodhgaya