Kolejny nasz kierunek to wulkan Bromo. Odległy od Yogyakarty o 400km. Pierwotny plan zakładał dotarcie do niego bezpośrednio wynajętym skuterem, jednak w agencjach zapewniano nas, że podróż zajmie nam stąd około 3 dni. Ponieważ jazda po przeludnionej Jawie do przyjemności nie należy, wobec tego skróciliśmy sobie dystans i do Malang oddalonego o 80km od naszego celu, dojechaliśmy nocnym pociągiem.
Miasteczko słynie z targu ptaków, oszczędzimy jednak fotorelacji, ponieważ o ile kanarki i gwarki śpiewały radośnie, to widok sów w ciasnych klatkach to była przesada.
Nie tracąc czasu, drugiego dnia rano wynajęliśmy skuter i wyruszyliśmy na wulkan.
Pa drodze jeden wielki korek, gorąco i do tego mnóstwo spalin. Jazda po krawężnikach, poboczach, dziurach itp. Ciągłe wyprzedzanie, wymijanie, wyprzedzanie... i tak odległość 80km pokonaliśmy w 6 godzin.
Czym bliżej celu tym chłodniej i stromiej. Na tyle stromo, że nasza Honda Revo (110cc) ledwo dawała radę z nami pod górkę.
Nie obyło się bez wywrotki, ale tak to już jest, jak się wrzuca jedynkę na ostrym wzniesieniu. Podniosło koło, motor stanął - leżymy!
W ułamku sekundy zjawiła się cała drużyna piłkarska. Chłopaki szybko podnieśli nas z ulicy, zebrali bagaże i sprawdzili motor.
Na szczęście bez strat w ludziach, zbiła się jedynie tylna lampka stopu.
Po dotarciu do Parku Narodowego wybraliśmy sobie wymarzone miejsce na nocleg na skraju kaldery Tengger z widokiem na Bromo, Batok i Semeru.
Noc była zimna, ale rześka, ostatni raz zmarzliśmy tak w Ameryce Południowej. Kilka razy budziliśmy się w nocy, powodów było kilka: wysokość, mróź i smród siarki!
Pobudka jeszcze przed świtem, ponieważ chcieliśmy zobaczyć wschód słońca z dwóch punktów widokowych. Wulkany robią niesamowite wrażenie!
Później królewskie śniadanie, zupełnie przypadkiem zauważyliśmy, że w najdroższym Hotelu (Bromo Permai 1) serwują poranny bufet w cenie 25.000IDR/os (ok.7,50zł). Wykorzystaliśmy tą możliwość maksymalnie barbarzyńsko, czyli "zjedz ile możesz", ale po kilku talerzach stwierdziliśmy, że było warto!:D
Posileni podjechaliśmy pod dymiący Bromo, który ostatni raz eksplodował kilka tygodni wcześniej. Stożek wystaje 133 metry ponad kalderę i trzeba się na niego wdrapać, aby zobaczyć wnętrze krateru.
Na górze widok nieziemski.
Niestety na szczycie nie mogliśmy zbyt długo zabawić, ponieważ właśnie kręcili tam film.
Klimat wokół wulkanów do złudzeń przypominał nam obrazki z Boliwii czy Peru. Mieszkańcy gór ubrani jak Indianie, błąkające się psy, przepiękne krajobrazy i to uczucie wolności spotęgowane naszym powrotem na dwa kółka.
Szkoda nam było wyjeżdżać, dlatego przez resztę dnia jeździliśmy sobie beztrosko wokół wulkanów i spędziliśmy jeszcze jedną noc pod namiotem.
W drodze powrotnej odwiedziliśmy salon Hondy, co by odkupić stłuczoną lampkę. Obsługa przemiła i sprawna. W poczekalni dostaliśmy mrożoną herbatę, a koszt z błyskawiczną wymianą to jedyne 12 zł :)
Skuter oddany, plecaki zabrane i jeszcze tego samego dnia wyjechaliśmy busem w kierunku Bali.
Miasteczko słynie z targu ptaków, oszczędzimy jednak fotorelacji, ponieważ o ile kanarki i gwarki śpiewały radośnie, to widok sów w ciasnych klatkach to była przesada.
Nie tracąc czasu, drugiego dnia rano wynajęliśmy skuter i wyruszyliśmy na wulkan.
Pa drodze jeden wielki korek, gorąco i do tego mnóstwo spalin. Jazda po krawężnikach, poboczach, dziurach itp. Ciągłe wyprzedzanie, wymijanie, wyprzedzanie... i tak odległość 80km pokonaliśmy w 6 godzin.
![]() |
| Od Bromo |
Czym bliżej celu tym chłodniej i stromiej. Na tyle stromo, że nasza Honda Revo (110cc) ledwo dawała radę z nami pod górkę.
Nie obyło się bez wywrotki, ale tak to już jest, jak się wrzuca jedynkę na ostrym wzniesieniu. Podniosło koło, motor stanął - leżymy!
W ułamku sekundy zjawiła się cała drużyna piłkarska. Chłopaki szybko podnieśli nas z ulicy, zebrali bagaże i sprawdzili motor.
Na szczęście bez strat w ludziach, zbiła się jedynie tylna lampka stopu.
Po dotarciu do Parku Narodowego wybraliśmy sobie wymarzone miejsce na nocleg na skraju kaldery Tengger z widokiem na Bromo, Batok i Semeru.
![]() |
| Od Bromo |
Noc była zimna, ale rześka, ostatni raz zmarzliśmy tak w Ameryce Południowej. Kilka razy budziliśmy się w nocy, powodów było kilka: wysokość, mróź i smród siarki!
Pobudka jeszcze przed świtem, ponieważ chcieliśmy zobaczyć wschód słońca z dwóch punktów widokowych. Wulkany robią niesamowite wrażenie!
![]() |
| Od Bromo |
![]() |
| Od Bromo |
![]() |
| Od Bromo |
![]() |
| Od Bromo |
![]() |
| Od Bromo |
Później królewskie śniadanie, zupełnie przypadkiem zauważyliśmy, że w najdroższym Hotelu (Bromo Permai 1) serwują poranny bufet w cenie 25.000IDR/os (ok.7,50zł). Wykorzystaliśmy tą możliwość maksymalnie barbarzyńsko, czyli "zjedz ile możesz", ale po kilku talerzach stwierdziliśmy, że było warto!:D
Posileni podjechaliśmy pod dymiący Bromo, który ostatni raz eksplodował kilka tygodni wcześniej. Stożek wystaje 133 metry ponad kalderę i trzeba się na niego wdrapać, aby zobaczyć wnętrze krateru.
Na górze widok nieziemski.
| Od Bromo |
| Od Bromo |
Niestety na szczycie nie mogliśmy zbyt długo zabawić, ponieważ właśnie kręcili tam film.
| Od Bromo |
Klimat wokół wulkanów do złudzeń przypominał nam obrazki z Boliwii czy Peru. Mieszkańcy gór ubrani jak Indianie, błąkające się psy, przepiękne krajobrazy i to uczucie wolności spotęgowane naszym powrotem na dwa kółka.
![]() |
| Od Bromo |
![]() |
| Od Bromo |
| Od Bromo |
Szkoda nam było wyjeżdżać, dlatego przez resztę dnia jeździliśmy sobie beztrosko wokół wulkanów i spędziliśmy jeszcze jedną noc pod namiotem.
| Od Bromo |
W drodze powrotnej odwiedziliśmy salon Hondy, co by odkupić stłuczoną lampkę. Obsługa przemiła i sprawna. W poczekalni dostaliśmy mrożoną herbatę, a koszt z błyskawiczną wymianą to jedyne 12 zł :)
Skuter oddany, plecaki zabrane i jeszcze tego samego dnia wyjechaliśmy busem w kierunku Bali.
![]() |
| Bromo |
















