niedziela, 19 czerwca 2011

Bromo i Indianezja.

Kolejny nasz kierunek to wulkan Bromo. Odległy od Yogyakarty o 400km. Pierwotny plan zakładał dotarcie do niego bezpośrednio wynajętym skuterem, jednak w agencjach zapewniano nas, że podróż zajmie nam stąd około 3 dni. Ponieważ jazda po przeludnionej Jawie do przyjemności nie należy, wobec tego skróciliśmy sobie dystans i do Malang oddalonego o 80km od naszego celu, dojechaliśmy nocnym pociągiem.

Miasteczko słynie z targu ptaków, oszczędzimy jednak fotorelacji, ponieważ o ile kanarki i gwarki śpiewały radośnie, to widok sów w ciasnych klatkach to była przesada.

Nie tracąc czasu, drugiego dnia rano wynajęliśmy skuter i wyruszyliśmy na wulkan.
Pa drodze jeden wielki korek, gorąco i do tego mnóstwo spalin. Jazda po krawężnikach, poboczach, dziurach itp. Ciągłe wyprzedzanie, wymijanie, wyprzedzanie... i tak odległość 80km pokonaliśmy w 6 godzin.

Od Bromo

Czym bliżej celu tym chłodniej i stromiej. Na tyle stromo, że nasza Honda Revo (110cc) ledwo dawała radę z nami pod górkę.
Nie obyło się bez wywrotki, ale tak to już jest, jak się wrzuca jedynkę na ostrym wzniesieniu. Podniosło koło, motor stanął - leżymy!
W ułamku sekundy zjawiła się cała drużyna piłkarska. Chłopaki szybko podnieśli nas z ulicy, zebrali bagaże i sprawdzili motor.
Na szczęście bez strat w ludziach, zbiła się jedynie tylna lampka stopu.

Po dotarciu do Parku Narodowego wybraliśmy sobie wymarzone miejsce na nocleg na skraju kaldery Tengger z widokiem na Bromo, Batok i Semeru.

Od Bromo

Noc była zimna, ale rześka, ostatni raz zmarzliśmy tak w Ameryce Południowej. Kilka razy budziliśmy się w nocy, powodów było kilka: wysokość, mróź i smród siarki!
Pobudka jeszcze przed świtem, ponieważ chcieliśmy zobaczyć wschód słońca z dwóch punktów widokowych. Wulkany robią niesamowite wrażenie!

Od Bromo

Od Bromo

Od Bromo

Od Bromo

Od Bromo

Później królewskie śniadanie, zupełnie przypadkiem zauważyliśmy, że w najdroższym Hotelu (Bromo Permai 1) serwują poranny bufet w cenie 25.000IDR/os (ok.7,50zł). Wykorzystaliśmy tą możliwość maksymalnie barbarzyńsko, czyli "zjedz ile możesz", ale po kilku talerzach stwierdziliśmy, że było warto!:D

Posileni podjechaliśmy pod dymiący Bromo, który ostatni raz eksplodował kilka tygodni wcześniej. Stożek wystaje 133 metry ponad kalderę i trzeba się na niego wdrapać, aby zobaczyć wnętrze krateru.
Na górze widok nieziemski.

Od Bromo

Od Bromo

Niestety na szczycie nie mogliśmy zbyt długo zabawić, ponieważ właśnie kręcili tam film.

Od Bromo

Klimat wokół wulkanów do złudzeń przypominał nam obrazki z Boliwii czy Peru. Mieszkańcy gór ubrani jak Indianie, błąkające się psy, przepiękne krajobrazy i to uczucie wolności spotęgowane naszym powrotem na dwa kółka.

Od Bromo

Od Bromo

Od Bromo

Szkoda nam było wyjeżdżać, dlatego przez resztę dnia jeździliśmy sobie beztrosko wokół wulkanów i spędziliśmy jeszcze jedną noc pod namiotem.

Od Bromo

W drodze powrotnej odwiedziliśmy salon Hondy, co by odkupić stłuczoną lampkę. Obsługa przemiła i sprawna.  W poczekalni dostaliśmy mrożoną herbatę, a koszt z błyskawiczną wymianą to jedyne 12 zł :)

Skuter oddany, plecaki zabrane i jeszcze tego samego dnia wyjechaliśmy busem w kierunku Bali.

Bromo

sobota, 4 czerwca 2011

Czy to sen, czy to Jawa? Indonezja i zabawa!

Zaraz po przylocie do Dżakarty w znalezieniu noclegu pomogła nam, młoda sympatyczna Indonezyjka Anie, którą poznaliśmy jeszcze w samolocie.

Wracała ze swoich tygodniowych wakacji z Makau i chociaż mieszka na odległej wyspie Batam, musi zameldować się w stolicy oddając swój paszport. Takie prawo.

Z lotniska do centrum jechaliśmy taksówką prawie cztery godziny! Zatrzymaliśmy się po drodze na dworcu kolejowym, gdzie Anie pomogła nam kupić bilety na dalszą część trasy. Tematom do rozmów nie było końca, a dodatkowo niski rachunek za taksówkę (około 30zł), sprawił, iż polubiliśmy Indonezję od pierwszej chwili.

Dżakarta jest generalnie brzydka i ponura. Właściwie nie ma w niej niczego ciekawego do zwiedzenia tym bardziej cieszyliśmy się, że spędzimy w niej jedynie jedną noc.

Od Yogyakarta

Jednak wieczorem, siedząc przed naszym hostelem, który jak się okazało oferował pokoje głównie na godziny, obserwowaliśmy życie mieszkańców i było to wyjątkowo urokliwe miejsce.

Mnóstwo wąskich uliczek, w których mieszczą się jedynie skutery. Wszyscy siedzieli przed wejściami do swoich domów, w których w większości wisiały klatki z ptakami. Indonezja to kraj muzułmański więc co chwila słychać było śpiewy Muezina, nawołujące do meczetu. Spokojnie i różnorodnie - niezły klimat.

Humory nam dopisywały, więc usiedliśmy spróbować miejskiego piwnego przysmaku. Trochę turystów, reszta lokalni. Od słowa do słowa, od piwa do piwa i zostaliśmy zaproszeni na koncert reggae organizowany przez poznanych przy stoliku muzyków. Odmawiać nie wypada, a muzykę taką lubimy. Grupa składała się z przesympatycznych Indonezyjczyków i Aborygenów z Papui.

Od Yogyakarta

Zaprzyjaźniliśmy się bardzo szybko i czas zleciał nie wiadomo kiedy. Rozstaliśmy się właściwie o świcie ze względu na nasz poranny pociąg.

Od Yogyakarta

Po ośmiu godzinach jazdy komfortowym i nowoczesnym pociągiem, gdzie fotele obracały się w wokół własnej osi dojechaliśmy do Yogyakarta, miasta w centralnej Jawie (która według Wikipedii jest najbardziej zaludnioną wyspą na świecie, na jeden km² przypada 2000 osób).

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

To co warto tutaj zobaczyć, to na pewno słynny "Ramajana balet", na który oczywiście poszliśmy.

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

Dodatkowo warto podjechać do Borobudur, do którego pojechaliśmy na wynajętym skuterze, aby obejrzeć buddyjską świątynię, która jest jednym z największych obiektów kultu buddyzmu na świecie. Zbudowaną ją w VIII wieku a do XX wieku pozostawała nieodkryta i zarastała dżunglą.

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

A to co obowiązkowo trzeba zrobić będąc w Yogyakarta, jeżeli ma się wyjątkowo dużo szczęścia i zdrowia, to spotkać się z Izą i Kamilem z Singapore2Poland, którym w podróży stuknęło już ponad trzy lata.

Od Yogyakarta

Ludzie legendy, pogodni podróżnicy, bratnie dusze, z którymi pękło kilka Bintangów a i gołębiom się nie upiekło, a właściwie upiekło!

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

Nie ma co pisać, trzeba ich poznać, a kto nie ma tyle szczęścia co my, może poczytać o ich przygodach na www.singapore2poland.com

Za spotkanie (nie ostatnie), dziękujemy i na pewno je zapamiętamy, tak jak zapewne zapamiętają nas mieszkańcy Yogyakarty. Pozdrawiamy!!!


Yogyakarta

czwartek, 2 czerwca 2011

Singapur - stolica XXI wieku.

W Singapurze spędziliśmy niewiele ponad 48 godzin, średnia ilość wydawanych przez nas pieniędzy dochodziła do 20 zł/godzinę i czuliśmy się jak dzieci w Disneylandzie, bo ilość elektroniki, neonów, świateł, olbrzymich monitorów i cudów techniki, otwierała nam szeroko oczy, a z naszych ust dało się słyszeć przeciągłe Ooo ooo!

Od Singapor

Od Singapor

Od Singapor

Singapur to przede wszystkim niekączące się galerie handlowe. Nigdy nie wiedzieliśmy takiego namnożenia ekskluzywnych marek jak tutaj. Ma się wrażenie, że ludzie żyją tutaj dla zakupów, a że wyspa ta objęta jest strefą bezcłową można z dużą obniżką kupić elektronikę i kosmetyki.

Od Singapor

Od Singapor

Wszyscy bez wyjątku posiadają telefony dotykowe, touch pady i inne nowinki ze świata Hi-tech, a w wolnych chwilach, bez względu na wiek, chętnie korzystają z zawartych w nich aplikacji.
Najlepszym miejscem do takich obserwacji jest poranne metro, gdzie każda osoba pochylona jest nad własnym smartfonem.
Często widzieliśmy grupę osób (znajomych), która siedząc ze sobą przy jednym stoliku wogóle ze sobą nie rozmawiała, a każdy pochłonięty był swoim telefonem.

W Ameryce nie wyciągaliśmy naszego telefonu z obawy, że go nam ukradną, tutaj ze wstydu, że mamy taką skamielinę:)

Przez cały dzień obcowania z nowoczesnością, ulegliśmy pokusie i poszliśmy do kina Imax na Piratów z Karaibów 3D.

Od Singapor
Singapur zwiedza się przyjemnie i łatwo ze względu na świetną komunikację i pomocnych mieszkańców.

Część biznesowa to drapacze chmur, pośpiech i białe kołnierzyki.

Od Singapor

Od Singapor

Warto jeszcze odwiedzić dzielnicę indyjską i chińską, które żyją własnym życiem w zgodzie ze swoimi tradycjami.

Od Singapor

Zawsze słyszeliśmy, że Singapur to miasto zakazów. Że za każde naruszenie prawa wlepiają cholendarny mandat. Nie wiemy czy może to my nie widzieliśmy lub po prostu źle szukaliśmy, ale oprócz standardowych zakazów (Zakaz palenia, itp.) żadnego absurdalnego nie znaleźliśmy. Natknęliśmy się natomiast na wiele plakatów informujących o bezpieczeństwie w pracy i jedno jest pewne, to na tym punkcie mają fioła. :)

Od Singapor

Od Singapor

Od Singapor

Od Singapor

Ogólne wrażenia z Singapuru pozytywne, czuliśmy się tam bardzo bezpiecznie. Nie wiemy jak się w nim żyje, ale wydaje nam się, że przyjemnie jest pracować w takim mieście.

Od Singapor

Wieczorem wsiedliśmy na prom płynący do Indonezji. Jako, że przypłynęliśmy około 22, było już późno, a my byliśmy jedynymi turystami, momentalnie zostaliśmy okrążeniu przez taksówkarzy-naganiaczy. Chcieliśmy dowiedzieć się o samolot do Dżakarty. Jedni mówili, że o tej porze już nie ma, drudzy, że jeszcze jest. Uwierzyliśmy, w wygodniejszą dla nas opcję i pojechaliśmy na lotnisko. Na miejscu okazało się, że nic już nie lata, a lotnisko było zamknięte.
Niestety nie pozwolono nam spać w poczekalni, rozbiliśmy więc namiot na parkingu przed wejściem na terminal. Zaskakujące jest to, że nikt nas nie powstrzymał i całą noc przespaliśmy spokojnie.

Od Singapor

Słyszeliśmy o dużej liczbie wypadków lotniczych w Indonezji, dlatego następnego ranka, po konsultacji z pilotami, którą linię wybrać, dopiero kupiliśmy bilety i po 2 godzinach wylądowaliśmy w zakorkowanej Dżakarcie.


Singapor