Do Bombaju przylecieliśmy z Bali. Po drodze odwiedziliśmy lotnisko w Singapurze. W Kuala Lumpur w oczekiwaniu na ostatni lot, dla odmiany, po raz pierwszy w życiu, zanocowaliśmy z Hindusami na podłodze terminalu. Nie chcieliśmy się rozkładać z namiotem, ale dobry patent na KL to hamak, a byli tam i tacy.
Powody aby wrócić do Indii mieliśmy dwa. O pierwszym zdążymy jeszcze napisać i opowiedzieć, a drugi to nasz zaplanowany (po trzęsieniu ziemi w marcu 2011r. w Tokio) alternatywny plan powrotu do Polski.
Plan obejmował:
- zakup legendarnego motocykla Royal Enfield,
- rejs z Indii do Iranu,
- i dalsza podróż lądem do domu.
Wyśmienicie...
Niestety, pomimo wielkiego zaangażowania, poświęconego czasu i energii jaką włożyliśmy w organizację tego powrotu, podczas tej podróży, nie dojdzie do skutku.
Trudno, trasa musi poczekać na lepsze czasy, jeszcze wrócimy!
Gdy wylądowaliśmy w Bombaju pogoda była pochmurna i deszczowa, ale czego tu się spodziewać po początku monsunu...?
Byliśmy bardzo ciekawi miasta, jego mieszkańców i jednocześnie szczęśliwi, że to znowu Indie.
Pierwsze dwie noce zatrzymaliśmy się u poznanego przez CS
Kabira, który pierwszego wieczoru zabrał nas na objazdową samochodową wycieczkę po mieście, a później do restauracji, gdzie przy piwie poznaliśmy jego przyjaciół.
No właśnie. W Indiach pod hasłem wspólne piwo, kryje się
niespodzianka - uczta pełna wszelkiego rodzaju przekąsek z drobiu, owoców i warzyw.
Do tego, przy okazji, jeżeli ktoś lubi może wypić sobie małe piwko.
Kuchnia jest tutaj niesamowita, zróżnicowana i włącznie z obsługą naszym zdaniem najlepsza w całych Indiach.
Co do nowo poznanych znajomych, to Hindusi okazali się być bardzo sympatyczni i rozmowni. Wszyscy zamożni, a niektórzy studiowali lub pracowali w Europie.
A o to, czego nauczyliśmy się na tym spotkaniu: Pamiętajcie! "Hindus nigdy nie
zainwestuje w coś dwóch Rupii. jeżeli wie, że nie wyciągnie z tego min. dwóch Rupii".
Poznany
Kabir jest rodowitym mieszkańcem miasta, co w oficjalnie 15 milionowym mieście nie jest takie oczywiste. Bombaj
zamieszkuje napływowa kulturowa mieszanka z całego kraju. Szacuje się, że dziennie przybywa około 10.000 osób! W większości w poszukiwaniu pracy, ale i po to żeby podwyższyć sobie swój status społeczny.
Bombaj to miasto pełne dramatycznych kontrastów, zwane obecnie
Mumbai jest najbardziej rozwiniętym centrum biznesowym Indii. Z jednej strony miasto bogate w restauracje, hotele, sklepy światowych marek, zadziwiająca ilość nowych Mercedesów i BMW, z drugiej zaś, te lśniące auta przejeżdżają codziennie pośród, największych slamsów jakie do tej pory widzieliśmy, w których ludzie żyją pod folią przywiązaną do barierek na ulicy!
Witamy w Bollywood, każdy w Bombaju choć raz marzył żeby zostać sławnym aktorem czy reżyserem. Nic dziwnego w końcu rocznie wychodzi tutaj ponad 1000 nowych filmów!
Oczywiście wybraliśmy się na plan filmowy Film City (w okolicach stacji
Goregoan St.). Tylko my wiemy ile musieliśmy nakłamać aby wpuszczono nas na teren wytwórni :)
Niestety podczas tego dnia niczego po za reklamówką nie kręcili.
Wieczorem, w ramach pocieszenia poszliśmy do kina. Film w języku
Hinglish, czyli połączenie hinduskiego z angielskim. Fabuła słaba, spodobała nam się natomiast ścieżka dźwiękowa.
Wielkim zaskoczeniem był dla nas początek seansu, kiedy to z głośników puszczono hymn Indii, wszyscy na widowni wstali na baczność, a na ekranie wyświetlono flagę. Taka lekcja patriotyzmu.
Innym razem wybraliśmy się do największej miejskiej pralni Bombaju (obok stacji
Mahalaxmi St.), gdzie pomimo bardzo ciężkich warunków, urzekła nas radość pracujących tam ludzi .
Fotografowanie tego miejsca wymaga jednak sprytu, ponieważ należy ominąć samozwańczych strażników ghatu, oczekujących opłaty za wejście.
Strażnicy, jak tylko nas zauważyli nie dali nam spokoju i już po pierwszym ostrzeżeniu opuściliśmy
Dhobi ghat.
Poruszanie się po Bombaju (trzecim pod względem ludności miastem na świecie) jest
czasochłonne. Z pomocą jednak przychodzi popularna, tania kolej miejska, z której korzysta dziennie ponad 6 milionów mieszkańców. Jest to najszybszy i najtańszy środek transportu. Wagony są niemożliwie przepełnione ludźmi, a pociąg na każdej stacji stoi tylko 25 sekund. W praktyce wygląda to tak, że połowa już w biegu wsiada i wysiada z wagonu. Panuje totalny chaos i ścisk. Sami doświadczyliśmy tego na własnej skórze. Podczas naszej przeprawy na dworzec kolejowy, kiedy to Rafał dosłownie został wypchany z wagonu. Do końca bohatersko trzymał nasze plecaki, nie puszczając ich nawet kiedy dostał z kolanka w nos, a po jego plecach, niczym po schodowych stopniach, przebiegło trzech Hindusów.
W międzyczasie zdążyliśmy odwiedzić dwa pustynne miasta w
Rajastanie (stan graniczący z Pakistanem). Odległość ponad 1000 kilometrów standardowo pokonaliśmy pociągiem. Jednak tym razem klasą "
sleeper", czyli niższą niż dotychczas, ale o ile ciekawszą?!
Co chwila przebiegali sprzedawcy, żebracy i muzykanci i taka zabawa przez ponad 20 godzin!
W
Rajastanie odwiedziliśmy
Jaipur i
Jodhpur.
Cud, że żyjemy. Było potwornie gorąco. Temperatura powietrza codziennie dochodziła do 45 stopni. W takim upale bardzo trudno jest zwiedzać i robić zdjęcia, aż trudno nam sobie wyobrazić jak można tam żyć.
Po kilku dniach powróciliśmy do Bombaju skąd mieliśmy samolot do Tokyo. A w drodze na lotnisko...
" Terroryści znów uderzyli w Bombaju
Co najmniej 20 osób zginęło, a ponad 100 zostało rannych w trzech wybuchach bomb w hinduskim Bombaju. Władze potwierdziły, że to atak terrorystyczny

Fot. AP
Skutki wybuchu bomby na targu w Bombaju
(13 lipca 2011 r.)
Do wybuchów doszło w czasie wieczornego szczytu komunikacyjnego. Jedna z bomb eksplodowała przy targu, gdzie handluje się m.in. biżuterią, druga - w taksówce w innym rejonie miasta, trzecia - w pobliżu opery, gdzie biura mają handlarze diamentów. Zamach przypomniał tragiczne wydarzenia z 2008 roku, gdy terroryści podłożyli w Bombaju 10 ładunków i przez trzy dni trzymali zakładników w jednym z hoteli. Zginęło wtedy 166 osób". GW.