piątek, 12 listopada 2010

Z nad Oceanu na Karaiby.

Chcieliśmy szybko wydostać się z Gwatemali. Jednak listopad jest tutaj chłodny, zatęskniliśmy za plażą i ciepełkiem.Gwatemala żegna nas erupcją wulkanu.

Od Guatemala Antigua
Wybraliśmy El Salvador, trasa przyjemna i krótka, jednak na granicy spędziliśmy prawie 3 godziny.
Po salwadorskiej stronie wyjątkowo niespiesznie szła odprawa. Celnicy siedzieli i nic nie robili ściemniając na komputerach.
Po drodze mijamy biedne wioski, wspaniałe krajobrazy, cowboi, dzieciaki kąpiące się w rzecze, konie, muły, ciekawe sytuacje, furgonetki wypchane ludźmi aż po brzegi, tutaj życie toczy się wzdłuż drogi. Biedny kraj.
Ma się wrażenie, że czas się tutaj zatrzymał .
Po zmroku docieramy na plażę La Metalio, chociaż high sezon rozpoczął się 10 dni temu, ledwo znajdujemy otwarty hotel. W nocy terenu pilnuje uzbrojony w karabin ochroniarz wraz z dwójką psów.
Rano szybkie wyjście na plażę. Po raz pierwszy widzimy Ocean. Trzeba powiedzieć, że robi wrażenie, czuć i słychać jego ogrom. A jakie fale!
Piasek pochodzenia wulkanicznego stąd taki ciekawy kolor.

Od Metalio, La libertad, El Salvador



Od Metalio, La libertad, El Salvador


Postanowione jedziemy dalej. Wybór był dla nas oczywisty, wybraliśmy najbardziej popularną plażę w Salvadorze - La Libertad. Plaża rozsławiona jako najlepsza na świecie dla surferów, w sezonie ściągająca tysiące osób, w rzeczywistości jest wyjątkowo niewielka, zaniedbana,  oprócz nas jest tutaj niewielu turystów. Niestety zaczął nam wyciekać olej z amortyzatora i musimy zostać na noc. Ceny w porównaniu do sąsiadów wysokie i nieadekwatne do standardu, jakiś czas szukamy, aż znajdujemy miły hotelik, za rozsądne pieniądze o wdzięczniej nazwie Hotel Pupa.
Od Metalio, La libertad, El Salvador

Gospodarze mieszkali w domku na piętrze, a swoim dużym pokojem i kuchnią dzielili z gośćmi hotelowymi. Dużym plusem były podwójne hamaki :) Plaża niestety dla nas nieciekawa, kamienista, zaśmiecona, a na ogrodzeniu wielkie graffiti ONLY for LOCALS.
Jesteśmy zadowoleni  do dyspozycji mamy kuchnie. Następnego dnia odwiedzamy targ rybny na molo i  na kolacje jemy wyborne rybki z Oceanu.

Wieczorem idziemy na film do baru. Bar na palach, na dole część gastronomiczna, na górze barek i sala kinowa. Nie ma krzeseł siedzi się na ziemi otoczonym przez poduszki. Sami drętwi surferzy, oglądamy triki na falach. W Pupie do późna w nocy bujamy się w hamakach.

W Salvadorze obowiązującą walutą jest dolar USD przez co ceny są zawyżone.
Przyjeżdżają tu przede wszystkim Surferzy ze Stanów i Australii, a większość plaż jest prywatna.

Rano postanawiamy wyjechać do Hondurasu! Świadomość bliskości przepięknych plaż Karaibów oddalonych o niecałe 2 dni drogi na motorze, nie pozwala nam dłużej czekać. Po 2 godzinach jesteśmy w Angulatu z powrotem na granicy z Guatemalą, atmosfera wyjątkowo miła. Ruch niewielki. W górach nie ma już naganiaczy. Dowiadujemy się, że następną wizę wjazdową do Salvadoru na moto dostaniemy tylko na 24 godziny! A planowaliśmy jeszcze zwiedzić południową część kraju. Trudno, może jeszcze się uda ;)

Po 1,5 godzinnej  jeździe przez góry jesteśmy na granicy z Hondurasem, La Florido. Procedury stałe, 2 godziny spaceru po urzędach odbębnione, jednak po stronie Hondurasu nikt już nie sprawdza numerów rejestracji czy silnika. Pojawia się za to niespotkana jak dotąd opłata 35 U$D za wjazd motocyklem. Płacą wszyscy, takie prawo, wiza standardowo na 60 dni.

Od Copan, Honduras
Na noc zatrzymujemy się w Copan.Droga z dziurami i wyrwami na zboczach, w samym Copan na ulicy bruk. Miasteczko niewielkie, jednak z klimatem i największą jego atrakcją są tutaj ruiny Majów. Podczas spaceru po ruinach większość czasu byliśmy dosłownie sami. Taki spacer to niesamowite doświadczenie i możliwość relaksu.Warto wybrać się pod wieczór.


Postanawiamy zostać tutaj jeszcze jedną noc. Pobujać w hamakach, nie spieszyć się nigdzie. Tanie jedzenie, niedrogi nocleg, tak lubimy :)

Dzięki poradom Adriana jeszcze w Meksyku, bez problemu odnajdujemy lokalne jadłodajnie w dobrej cenie. Jak w całej Ameryce króluje tutaj kurczak, ryż i fasola ale mają tutaj jeszcze grillowane mięso z byka czy indyka.
Jemy pyszne, soczyste żółto-zielone pomarańcze za 0,15 gr/szt.


Metalio, La libertad, El Salvador



Copan, Honduras

Brak komentarzy: