| Od Guatemala Antigua |
Po salwadorskiej stronie wyjątkowo niespiesznie szła odprawa. Celnicy siedzieli i nic nie robili ściemniając na komputerach.
Po drodze mijamy biedne wioski, wspaniałe krajobrazy, cowboi, dzieciaki kąpiące się w rzecze, konie, muły, ciekawe sytuacje, furgonetki wypchane ludźmi aż po brzegi, tutaj życie toczy się wzdłuż drogi. Biedny kraj.
Ma się wrażenie, że czas się tutaj zatrzymał .
Po zmroku docieramy na plażę La Metalio, chociaż high sezon rozpoczął się 10 dni temu, ledwo znajdujemy otwarty hotel. W nocy terenu pilnuje uzbrojony w karabin ochroniarz wraz z dwójką psów.
Rano szybkie wyjście na plażę. Po raz pierwszy widzimy Ocean. Trzeba powiedzieć, że robi wrażenie, czuć i słychać jego ogrom. A jakie fale!
Piasek pochodzenia wulkanicznego stąd taki ciekawy kolor.
| Od Metalio, La libertad, El Salvador |
| Od Metalio, La libertad, El Salvador |
Postanowione jedziemy dalej. Wybór był dla nas oczywisty, wybraliśmy najbardziej popularną plażę w Salvadorze - La Libertad. Plaża rozsławiona jako najlepsza na świecie dla surferów, w sezonie ściągająca tysiące osób, w rzeczywistości jest wyjątkowo niewielka, zaniedbana, oprócz nas jest tutaj niewielu turystów. Niestety zaczął nam wyciekać olej z amortyzatora i musimy zostać na noc. Ceny w porównaniu do sąsiadów wysokie i nieadekwatne do standardu, jakiś czas szukamy, aż znajdujemy miły hotelik, za rozsądne pieniądze o wdzięczniej nazwie Hotel Pupa.
| Od Metalio, La libertad, El Salvador |
Gospodarze mieszkali w domku na piętrze, a swoim dużym pokojem i kuchnią dzielili z gośćmi hotelowymi. Dużym plusem były podwójne hamaki :) Plaża niestety dla nas nieciekawa, kamienista, zaśmiecona, a na ogrodzeniu wielkie graffiti ONLY for LOCALS.
Jesteśmy zadowoleni do dyspozycji mamy kuchnie. Następnego dnia odwiedzamy targ rybny na molo i na kolacje jemy wyborne rybki z Oceanu.
Wieczorem idziemy na film do baru. Bar na palach, na dole część gastronomiczna, na górze barek i sala kinowa. Nie ma krzeseł siedzi się na ziemi otoczonym przez poduszki. Sami drętwi surferzy, oglądamy triki na falach. W Pupie do późna w nocy bujamy się w hamakach.
W Salvadorze obowiązującą walutą jest dolar USD przez co ceny są zawyżone.
Przyjeżdżają tu przede wszystkim Surferzy ze Stanów i Australii, a większość plaż jest prywatna.
Rano postanawiamy wyjechać do Hondurasu! Świadomość bliskości przepięknych plaż Karaibów oddalonych o niecałe 2 dni drogi na motorze, nie pozwala nam dłużej czekać. Po 2 godzinach jesteśmy w Angulatu z powrotem na granicy z Guatemalą, atmosfera wyjątkowo miła. Ruch niewielki. W górach nie ma już naganiaczy. Dowiadujemy się, że następną wizę wjazdową do Salvadoru na moto dostaniemy tylko na 24 godziny! A planowaliśmy jeszcze zwiedzić południową część kraju. Trudno, może jeszcze się uda ;)
Po 1,5 godzinnej jeździe przez góry jesteśmy na granicy z Hondurasem, La Florido. Procedury stałe, 2 godziny spaceru po urzędach odbębnione, jednak po stronie Hondurasu nikt już nie sprawdza numerów rejestracji czy silnika. Pojawia się za to niespotkana jak dotąd opłata 35 U$D za wjazd motocyklem. Płacą wszyscy, takie prawo, wiza standardowo na 60 dni.
| Od Copan, Honduras |
Postanawiamy zostać tutaj jeszcze jedną noc. Pobujać w hamakach, nie spieszyć się nigdzie. Tanie jedzenie, niedrogi nocleg, tak lubimy :)
Dzięki poradom Adriana jeszcze w Meksyku, bez problemu odnajdujemy lokalne jadłodajnie w dobrej cenie. Jak w całej Ameryce króluje tutaj kurczak, ryż i fasola ale mają tutaj jeszcze grillowane mięso z byka czy indyka.
Jemy pyszne, soczyste żółto-zielone pomarańcze za 0,15 gr/szt.
![]() |
| Metalio, La libertad, El Salvador |
![]() |
| Copan, Honduras |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz