niedziela, 7 listopada 2010

Ameryka Centralna.Wjazd na Panamerykanę.

Granica różniła się od poprzedniej i to w stopniu znacznym. Przy wjeździe do strefy granicznej tłum mężczyzn. Biegną za nami. Po stronie meksykańskiej nie miła niespodzianka trzeba zapłacić po 265 peso od osoby za wyjazd, bez tej opłaty nie wbiją pieczątki. Szkoda kasy idziemy do okienka gwatemalskiego. Zapłać, a braku pieczątki meksykańskiej nie zauważymy. Cena za wjazd jest niższa, 100Q czyli 35 PLN. Nie ma rady, płacimy, wszyscy płacą. Mężczyźni cały czas nam towarzyszą. Oferują swoją pomoc przy załatwieniu pozwolenia na przejazd itp. Na nic zdają się nasze odmowy. Finalnie podchodzi policja i rozgania towarzystwo. Teraz najtrudniejsze: zdobyć pozwolenie SAT na wjazd motocykla. Z nowymi dokumentami, po około 2 godzinach - udaje się. Wjeżdżamy do Gwatemali!
Jedziemy przez malownicze góry, lasy i biedne wioski. Trochę inny świat, bardziej dziki. Ludzie w rzekach piorą ubrania. Trzeba nadrobić stracony czas na granicy. Nie ma czasu na zdjęcia. Nagle załamanie pogody, leje, nic nie widać, źle jechać. Plecak z aparatem i komputerem zamoczony. Zatrzymujemy się pod wiatą wokół nas ze 30 lokalsów każdy nami zainteresowany. Podpytujemy ich gdzie jest najbliżej, jaka droga, pogoda itp. Po pół godzinie przestaje. Ruszamy. Jesteśmy wysoko w górach, kompletnie przemoczeni i zaczyna być strasznie zimno. Szczękamy zębami. Wieczorem zajeżdżamy do miasta Quetzaltenango potocznie nazywane Xela.

Od Quetzaltenango


Znajdujemy hotel blisko centrum. Idziemy na rozeznanie. Po raz pierwszy usłyszeliśmy, że nie możemy gdzieś iść bo jest już za późno i jest to dla nas niebezpieczne. To już nie Meksyk.

Miasto miłe, otoczone prze 10 wulkanów, sporo turystów więc ceny dość wysokie. Niestety jest strasznie zimno. Niezła zmiana po parnej Tapachuli.

Od Quetzaltenango





Od Quetzaltenango



Drugą noc postanawiamy zanocować u Franklina. Musieliśmy czekać do 18 aż skończy prace. Cały dzień schodzi nam na poszukiwaniu zakładu, który zrobi nam numery rejestracyjne na kamizelkach i kaskach (obowiązkowe w Gwatemali i Kolumbii).Krążymy, zwiedzając strome uliczki, odsyłani od jednego zakładu do drugiego. Finalnie udaje nam się zostawić kamizelki.

Śpimy u Franklina który z zawodu jest przewodnikiem turystycznym. Wjazdu na jego osiedle strzeże ochroniarz z karabinem! Namieszał nam trochę w głowach, pozachwalał nowe miejsca i wytyczył dłuższą od zakładanej trasę.
Od Quetzaltenango




Z rana ruszamy do stolicy, 20km przed, zmiana planów i lądujemy w Antigua Guatemala. Miasta w kolonialnym stylu. 1000 metrów niżej i jest już trochę cieplej. Udaje nam się dostać pokój z widokiem na WULKAN !!!!! Hotel też niczego sobie.

Od Guatemala Antigua

Samo miasto bardzo urokliwe, kolonialna zabudowa gdzieniegdzie ruiny po trzęsieniu ziemi z przed niecałych 400 lat. Dużo pięknych zakamarków.

Od Guatemala Antigua

Od Guatemala Antigua


Miasto otoczone jest przez 4 wulkany z czego 2 czynne. Drugą noc spędzamy w innym hotelu, tym razem z internetem. Sprawdzamy różne trasy. Pói co najlepiej czujemy się na Karaibach, może podjedziemy do Hondurasu na wyspę, a może na plaże do El Salvadoru. Jest tyle miejsc wartych zobaczenia, rano postanowimy.

Pierwsze wrażenia z Gwatemali mieszane. Miał być raj niskich cen, a nie do końca tak jest. Jest za to zimno. Trzeba uważać na kanty i oszustwa. Motocykl już dwa razy nocował w hotelu :)

Większość sklepów i banków ma swojego ochroniarza z bronią.

A na koniec.

Pijemy soki owocowe bez dodatku wody i cukru za 3,50PLN za litr.

Wszystko pachnie cynamonem, a telefony komórkowe są poza zasięgiem.


Quetzaltenango


Guatemala Antigua

Brak komentarzy: