niedziela, 16 stycznia 2011

Pero Peru...

W strugach deszczu jechaliśmy przez góry. Przestało padać dopiero w naszym docelowym punkcie, Banos. Tam zatrzymaliśmy się na noc. Miasteczko słynie z gorących źródeł. Woda jest podgrzewana przez wciąż aktywny wulkan. A zaraz przy źródłach znajduje się kilkudziesięciometrowy wodospad. Wybraliśmy się na wieczorną sesję (od 18 do 22), do dyspozycji są trzy baseny z różną temperaturą wody. W najgorętszym (około 45 stopni) wytrzymaliśmy dwa razy po 15 minut od razu chłodząc się w lodowatej wodzie z  wodospadu. Pełen relaks, super! Po drodze do hotelu spotkaliśmy parę z Turcji, którą poznaliśmy się wcześniej w Quito. Był z nimi Wolf, pięćdziesięciopięcio letni Niemiec który samotnie podróżuje Hondą Africatwin z Patagoni do Kolumbi. Przy kawie, Wolf doradzał które wybrać przejście graniczne z Peru oraz opowiadał swoje perypetie ze skorumpowaną, jak twierdzi, peruwiańską policją. Faktem jest, że nie zna ani słowa hiszpańskiego i domyślamy się, że to było główną przyczyną jego kosztownych zatrzymań. Jednak radę o wyborze granicy wzięliśmy do siebie, a sami Ekwadorczycy potwierdzają, że najczęściej wybierane przejście - panamericaną jest niebezpieczne. My zdecydowaliśmy się na Macara. Jest jeszcze jedna, trzecia opcja przez La Chonta, jednak trasa jest ciężka (błotnista droga) i trzeba poświęcić na nią więcej czasu.

Od Ekwador w drodze
Od Ekwador w drodze


Z Banos udaliśmy się do najpiękniejszego miasta Ekwadoru (w broszurce tak było napisane), Cuenca.
I znowu po drodze nieprzerwanie padał deszcz. Dodatkowo większość trasy pokonaliśmy w chmurach więc widoczność była mocno ograniczona. Chociaż trasa nazywana jest kręgosłupem wulkanów, przez zachmurzone niebo nie widzieliśmy ani jednego :(

Od Ekwador w drodze

Po dotarciu do Cuenca, zjedliśmy przepyszną pizzę (Ninio Pizza). Pełne brzuchy i od razu humory wróciły.
Mając w pamięci naszą ostatnią przygodę z Quito, rano wybraliśmy się na spacer po centrum, bez lustrzanki. Co do miasta wrażenia mamy mieszane. Z jednej strony Cuenca wygląda jak nie jedno europejskie miasto, z drugiej strony to Ameryka Południowa i brak tu klimatu, ludzie dziwni, mało sympatyczni, bez uśmiechów chodzą od sklepu do sklepu. Architektura ładna ale Cuenca nas nie zachwyciła.
Nazajutrz w motorze wymieniliśmy tylną oponę na terenową, to w ramach przygotowań przed Peru i Boliwią, zdecydowanie podążyliśmy w stronę granicy. Na noc zatrzymaliśmy się w miasteczku Lojo, zdjęć nawet nie robiliśmy, nie było po czemu. Dodatkowo okazało się, że zostawiliśmy nasz jedyny telefon-budzik w pokoju , w Cuenca. Nie piszcie smsów na żaden numer bo i tak nie możemy ich odczytać (do odwołania).
Oj nie mamy szczęścia do Ekwadoru.
Podsumowując krótko, jesteśmy tym krajem mocno rozczarowani.
Po śniadaniu, wyjechaliśmy w kierunku Peru. Na granicy, celnicy i policjanci radzili aby lepiej nie zatrzymywać się po drodze w wioskach i szybko dojechać do Piura, jednocześnie gwarantowali, że droga jest całkowicie bezpieczna i dobra.
Spotkaliśmy również znajomych Turków i razem ruszyliśmy w drogę.
Od Ekwador w drodze

Trasa była faktycznie ładna i z nowym asfaltem. Jedyne niebezpieczeństwo na drodze, to wyskakujące co chwila przed motocykl kozy! A i nie jedna świnia przebiegła nam przed kołami :)
Krajobraz jak w Egipcie. Po horyzont pustynia, wreszcie ciepło, a wioski to lepianki i chatki z patyków.
Od Peru w drodze

Po dwóch i pól godziny wjechaliśmy do Piura, zasady ruchu drogowego iście meksykańskie, np: ze skrajnie lewego pasa skręcanie w prawo, ciągłe trąbienie i sygnalizowanie skrętu wystającą zaa szyby ręką. Bez problemu znaleźliśmy tani pokój, jak się później okazało z niespodzianką! Łóżko, a konkretnie materac był od nowości nierozpakowany z plastiku, jedynie przykryty pościelą, to samo dotyczyło poduszek :) Marzenie o zostaniu na noc w sklepie meblowym spełnione.
Przy okazji dodamy, że w większość "nowych" samochodów, które mijamy ma fotele owinięte nadal w folie a w hotelach piloty są zapakowane w plastikowe ochraniacze:) Także plastikowe zwyczaje tutaj wciąż żywe! Z resztą nie tylko w Peru. Jeszcze w Ekwadorze widzieliśmy restauracje z nigdy nierozpakowanymi krzesłami, a foliowe kanapy w holach hotelowych to standardowy widok w Kolumbi czy nawet na Południu Meksyku.

Jak wspomnieliśmy jest wreszcie ciepło a co za tym idzie, widoczne uśmiechy na twarzach przechodniów, pełno ludzi spacerujących do późna w nocy w parkach, sklepach i po ulicach. Nawet menu w lokalnych restauracjach bogatsze. Jednym słowem pierwsze wrażenia z Peru pozytywne.
Od granicy poruszamy się w czwórkę czyli z Emrah i Sheniz.

Foto: Emrah

Nasz kwartet jest niemałą atrakcją dla wszystkich ale nie ma się czemu dziwić skoro nasi towarzysze oprócz dwóch imponujących maszyn obładowanych różnymi kuframi na kaskach mają zamocowane aparaty fotograficzne. Istne U.F.O.

Od Peru w drodze


Od Peru w drodze

Pojechaliśmy do Plimentel, zobaczyć jak wygląda Ocean z perspektywy południowo amerykańskiej.


Od Pimentel

Od Pimentel

Plaże szerokie, niewielu turystów a i tak ruch na nich duży. Nam udało się natrafić na targ rybny. Ryby są sprzedawane prosto z tradycyjnych trzcinowych łódek. Niestety nic nie kupiliśmy bo w naszym hotelu nie mieliśmy kuchni ale za to, w ramach rekompensaty poszliśmy na smażone krewetki do przybrzeżnej restauracji.

Cuenca
Ekwador w drodze
Banos
Peru w drodze
Pimentel


3 komentarze:

KA´NU pisze...

Hello Polanpeople! How are you? We are still in Colombia but now we are travelling by our own car :-)
You are travelling a lot faster than we, but that s perfect for us, your blog gives us ideas for our journey :-)
Greetings and have a save trip!
KAi und maNU

Dotka pisze...

Hey!
You are still in Colombia? Enjoy the weather because here in the south is very cold. Do you have camper? Please send some pics.
Which places you visited?
What is the backlog on the blog? Shame on you! :)
We are pleased that we are for you inspiration.
Where are you now?
Greetings. Safe journey.
dr

Unknown pisze...

rafciu napisz nam jeszcze raz sms te ktore wyslales u nas sie nie otwieraja