Kupiliśmy bilety autobusowe na najsłynniejszą wyspę Tajlandii, Phi Phi (tej co to Leonardo di Caprio boso biegał i teraz wszyscy chcą tam biegać, to i my chcemy, też boso).
Po całonocnej jeździe zostaliśmy wysadzeni w Krabi. Tam kazano nam czekać na busa, który dowozi do promów. Poranek słoneczny, zapowiadają się wspaniałe wakacje.
W między czasie zaczęliśmy się interesować możliwościami i cenami zakwaterowania na naszej przyszłej i jak słyszeliśmy przepięknej wyspie. Nastąpił szok! Ile? Przecież jest po za sezonem, powinno być taniej! Te ceny to już po obniżce? Upss. To chyba tam nie pobiegamy na bosaka ;)
Zmieniamy bilety na Ko Phangan i w przeciągu 10 minut podjeżdża po nas następny bus. Nasz nowy cel podróży to piąta co do wielkości wyspa Tajlandii.
Po przypłynięciu wydaje się być faktycznie spora, z ciężkimi plecakami, bez dwóch kółek, sensownego noclegu nie znajdziemy. Korzystamy z propozycji naganiacza, ze względu na dowóz gratis.Wszystko okey, ale plaża słaba.
Na drugi dzień wynajmujemy skuter, objeżdżamy całą wyspę i odkrywamy nasz przyszły raj, w którym przyjdzie nam się wakacjować.
Plaża Haad Salad nas oczarowała, niewielu turystów, do tego bungalowy (
Sunsetview Bungalows) położone na uboczu przy samym turkusowym morzu. Cisza, spokój, piękny widok z tarasu, z hamakiem za 250BAHT(ok.25zł), tak lubimy!
Nasze codzienne rozrywki to wycieczki po wyspie, snoorkling (rafa koralowa zaczyna się tuż przy brzegu), palące słońce i nocny "night market", na który codziennie (po taniości wynajętym skuterem) rano i wieczorem jeździliśmy aby rozkoszować się smakami tajskiej kuchni. A tam krewetki w cieście, smażone noodle, ryby po tajsku, i setka innych przysmaków. Mniam!
Tydzień zleciał nam nie wiadomo kiedy, nadszedł koniec lenistwa. Postanawiamy jeszcze odwiedzić park narodowy Tarutao, na skrajnym południu kraju. Na ląd dostajemy się nocnym promem, świetna opcja, można się wyspać nie tracąc dnia i niezły schiz - materac przy materacu wszyscy śpią koło siebie :)
Dopływamy do Surat Thani jeszcze przed świtem, wydaje się być wszystko pozamykane a biletów na dalszą część trasy nie posiadamy. Jednak naganiacze nie śpią! Po paru minutach stoimy w jednej z agencji. Chcemy jechać do Satun. Pani liczy i liczy, my płacimy, płacimy. Słońce wstaje, my zaspani, nagle co to? Zapłaciliśmy o 900BAHT(ok.90zł) za dużo.Pani się pomyliła?! Nie! Ale chce nas oszukać. To my dziękujemy, kupimy gdzie indziej. Prosimy o zwrot gotówki. Nie! Jak to nie?! Bo nie, za późno! Jak to za późno? Przecież nawet nie odeszliśmy od kasy. Pani dalej upiera się, że nie odda! Odda! Zaczynamy głośno prosić, bez zmian. Po chwili zaczynamy głośniej prosić, a ponieważ to nie przynosi żadnego rezultatu, krzyczymy. Zlatuje się cała jej rodzina i próbuje nas wyprosić za drzwi. Ale my mamy już przecież doświadczenie z agencjami, zdobyte w Boliwii, to co w Tajlandii sobie nie poradzimy? Szybka akcja, Dorota idzie szukać policji. Rafał zostaje pilnować bagaży. Po kilku minutach Dotka podjeżdża radiowozem. Policjant niestety mówi tylko po tajsku więc na pomoc wzywa policję turystyczną (tel:1555/24h). Pół godziny później zjawia się dwóch uśmiechniętych panów. Wiadomo kraj żyje przede wszystkim z turystyki (co widać i czuć na każdym kroku). Także krótka miła rozmowa o tym co się stało i czerwona ze złości pani, która jeszcze przed chwilą się wymądrzała oddaje nam nasze pieniądze. Policjanci grzecznie nas przepraszają i żegnają.
Spotkała nas przykra sytuacja ale szczerze mówiąc to nas wcale nie dziwi. Niestety w Tajlandii turysta prawie na każdym kroku przeliczany jest na pieniądze. Podejście typowe aby jak najwięcej wyrwać. To nam wcale nie odpowiada!
I chociaż nasz ostatni przystanek - Satun okazało się być przyjemnym miastem, ludzie bardziej życzliwi, ludzcy, a jedzenie jeszcze smaczniejsze, to zrażeni Tajlandią rezygnujemy z odwiedzenia parku narodowego (nic na siłę, rajskie plaże są na całym Świecie) i zamiast promu na Tarutao z nadzieją na lepsze jutro wybieramy łódź do Malezji.
3 komentarze:
Oczywiscie ze kolejny wpis ktory doprowadza mnie znow do mysli "co ja robie tu?", ale mistrzem tego postu jest komentarz z filmikiem :)
Hehe:) to się załapałeś:)
Stęskniliśmy się za Edwardem!
Pozdrawiamy!
Gratulacje wygranej z agencją :) Naciągactwu agencyjnemu w Taj stanowcze NIE. Z Satun mieliśmy podobne wrażenia. Zazdrościmy Malezji... chociaż w Luangprabang też obłednie :)
Remik & Paula
Prześlij komentarz