sobota, 4 czerwca 2011

Czy to sen, czy to Jawa? Indonezja i zabawa!

Zaraz po przylocie do Dżakarty w znalezieniu noclegu pomogła nam, młoda sympatyczna Indonezyjka Anie, którą poznaliśmy jeszcze w samolocie.

Wracała ze swoich tygodniowych wakacji z Makau i chociaż mieszka na odległej wyspie Batam, musi zameldować się w stolicy oddając swój paszport. Takie prawo.

Z lotniska do centrum jechaliśmy taksówką prawie cztery godziny! Zatrzymaliśmy się po drodze na dworcu kolejowym, gdzie Anie pomogła nam kupić bilety na dalszą część trasy. Tematom do rozmów nie było końca, a dodatkowo niski rachunek za taksówkę (około 30zł), sprawił, iż polubiliśmy Indonezję od pierwszej chwili.

Dżakarta jest generalnie brzydka i ponura. Właściwie nie ma w niej niczego ciekawego do zwiedzenia tym bardziej cieszyliśmy się, że spędzimy w niej jedynie jedną noc.

Od Yogyakarta

Jednak wieczorem, siedząc przed naszym hostelem, który jak się okazało oferował pokoje głównie na godziny, obserwowaliśmy życie mieszkańców i było to wyjątkowo urokliwe miejsce.

Mnóstwo wąskich uliczek, w których mieszczą się jedynie skutery. Wszyscy siedzieli przed wejściami do swoich domów, w których w większości wisiały klatki z ptakami. Indonezja to kraj muzułmański więc co chwila słychać było śpiewy Muezina, nawołujące do meczetu. Spokojnie i różnorodnie - niezły klimat.

Humory nam dopisywały, więc usiedliśmy spróbować miejskiego piwnego przysmaku. Trochę turystów, reszta lokalni. Od słowa do słowa, od piwa do piwa i zostaliśmy zaproszeni na koncert reggae organizowany przez poznanych przy stoliku muzyków. Odmawiać nie wypada, a muzykę taką lubimy. Grupa składała się z przesympatycznych Indonezyjczyków i Aborygenów z Papui.

Od Yogyakarta

Zaprzyjaźniliśmy się bardzo szybko i czas zleciał nie wiadomo kiedy. Rozstaliśmy się właściwie o świcie ze względu na nasz poranny pociąg.

Od Yogyakarta

Po ośmiu godzinach jazdy komfortowym i nowoczesnym pociągiem, gdzie fotele obracały się w wokół własnej osi dojechaliśmy do Yogyakarta, miasta w centralnej Jawie (która według Wikipedii jest najbardziej zaludnioną wyspą na świecie, na jeden km² przypada 2000 osób).

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

To co warto tutaj zobaczyć, to na pewno słynny "Ramajana balet", na który oczywiście poszliśmy.

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

Dodatkowo warto podjechać do Borobudur, do którego pojechaliśmy na wynajętym skuterze, aby obejrzeć buddyjską świątynię, która jest jednym z największych obiektów kultu buddyzmu na świecie. Zbudowaną ją w VIII wieku a do XX wieku pozostawała nieodkryta i zarastała dżunglą.

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

A to co obowiązkowo trzeba zrobić będąc w Yogyakarta, jeżeli ma się wyjątkowo dużo szczęścia i zdrowia, to spotkać się z Izą i Kamilem z Singapore2Poland, którym w podróży stuknęło już ponad trzy lata.

Od Yogyakarta

Ludzie legendy, pogodni podróżnicy, bratnie dusze, z którymi pękło kilka Bintangów a i gołębiom się nie upiekło, a właściwie upiekło!

Od Yogyakarta

Od Yogyakarta

Nie ma co pisać, trzeba ich poznać, a kto nie ma tyle szczęścia co my, może poczytać o ich przygodach na www.singapore2poland.com

Za spotkanie (nie ostatnie), dziękujemy i na pewno je zapamiętamy, tak jak zapewne zapamiętają nas mieszkańcy Yogyakarty. Pozdrawiamy!!!


Yogyakarta

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Ile Was ten pociąg kosztował? Ciekawa jestem, bo ja jechałam klasą niby bisnis, ale z biznesem to nie miało nic wspólnego i całą noc jechaliśmy w totalnym zaduchu :)

wartaczos pisze...

Hej Anonimie:)
540.000 IDR za 2 osoby
klasa eksekutif,
Pozdrawiamy.

Anonimowy pisze...

A to już wiem dlaczego ja zapłaciłam 330 000 IDR za 3 osoby :)

I i K pisze...

Hej, nie ma za co dziekowac:-)Nam tez bylo b milo Was spotkac, pogadac i pobawic sie tak jak trzeba!powodzenia i do zoba nastepnym razem,
iza i kamil

Kojka pisze...

Ale z Was barbarzyńcy,żeby tak gołąbka zjadać ;). Mi właśnie się wykluły na balkonie, jeden zdechł biedaczek, a drugi lada dzień odfrunie w siną dal. Cały balkon w kupach, ale nie miałam serca wyrzucić gniazda. Pozdrawiam odważnych smakoszy!

Dotka pisze...

Musze powiedziec, ze golabki dobre i duzo w nich miesa.
To jedno z tradycyjnych dan tutaj, na niektorych wyspach serwuja rowniez psa, ale tego za zadne skarby bysmy nie zjedli!!!
Po naszym powrocie wybierzemy sie na Litewski na lowy!