W Singapurze spędziliśmy niewiele ponad 48 godzin, średnia ilość wydawanych przez nas pieniędzy dochodziła do 20 zł/godzinę i czuliśmy się jak dzieci w Disneylandzie, bo ilość elektroniki, neonów, świateł, olbrzymich monitorów i cudów techniki, otwierała nam szeroko oczy, a z naszych ust dało się słyszeć przeciągłe Ooo ooo!
Singapur to przede wszystkim niekączące się galerie handlowe. Nigdy nie wiedzieliśmy takiego namnożenia ekskluzywnych marek jak tutaj. Ma się wrażenie, że ludzie żyją tutaj dla zakupów, a że wyspa ta objęta jest strefą bezcłową można z dużą obniżką kupić elektronikę i kosmetyki.
Wszyscy bez wyjątku posiadają telefony dotykowe, touch pady i inne nowinki ze świata Hi-tech, a w wolnych chwilach, bez względu na wiek, chętnie korzystają z zawartych w nich aplikacji.
Najlepszym miejscem do takich obserwacji jest poranne metro, gdzie każda osoba pochylona jest nad własnym smartfonem.
Często widzieliśmy grupę osób (znajomych), która siedząc ze sobą przy jednym stoliku wogóle ze sobą nie rozmawiała, a każdy pochłonięty był swoim telefonem.
W Ameryce nie wyciągaliśmy naszego telefonu z obawy, że go nam ukradną, tutaj ze wstydu, że mamy taką skamielinę:)
Przez cały dzień obcowania z nowoczesnością, ulegliśmy pokusie i poszliśmy do kina Imax na Piratów z Karaibów 3D.
Singapur zwiedza się przyjemnie i łatwo ze względu na świetną komunikację i pomocnych mieszkańców.
Część biznesowa to drapacze chmur, pośpiech i białe kołnierzyki.
Warto jeszcze odwiedzić dzielnicę indyjską i chińską, które żyją własnym życiem w zgodzie ze swoimi tradycjami.
Zawsze słyszeliśmy, że Singapur to miasto zakazów. Że za każde naruszenie prawa wlepiają cholendarny mandat. Nie wiemy czy może to my nie widzieliśmy lub po prostu źle szukaliśmy, ale oprócz standardowych zakazów (Zakaz palenia, itp.) żadnego absurdalnego nie znaleźliśmy. Natknęliśmy się natomiast na wiele plakatów informujących o bezpieczeństwie w pracy i jedno jest pewne, to na tym punkcie mają fioła. :)
Ogólne wrażenia z Singapuru pozytywne, czuliśmy się tam bardzo bezpiecznie. Nie wiemy jak się w nim żyje, ale wydaje nam się, że przyjemnie jest pracować w takim mieście.
Wieczorem wsiedliśmy na prom płynący do Indonezji. Jako, że przypłynęliśmy około 22, było już późno, a my byliśmy jedynymi turystami, momentalnie zostaliśmy okrążeniu przez taksówkarzy-naganiaczy. Chcieliśmy dowiedzieć się o samolot do Dżakarty. Jedni mówili, że o tej porze już nie ma, drudzy, że jeszcze jest. Uwierzyliśmy, w wygodniejszą dla nas opcję i pojechaliśmy na lotnisko. Na miejscu okazało się, że nic już nie lata, a lotnisko było zamknięte.
Niestety nie pozwolono nam spać w poczekalni, rozbiliśmy więc namiot na parkingu przed wejściem na terminal. Zaskakujące jest to, że nikt nas nie powstrzymał i całą noc przespaliśmy spokojnie.
Słyszeliśmy o dużej liczbie wypadków lotniczych w Indonezji, dlatego następnego ranka, po konsultacji z pilotami, którą linię wybrać, dopiero kupiliśmy bilety i po 2 godzinach wylądowaliśmy w zakorkowanej Dżakarcie.
2 komentarze:
Juz w Indonezji! Mysliscie o tym zeby spotkac Kamila i Ize z http://singapore2poland.com/?
Powodzenia!
M.
Michale,
oczywiście, że się spotkaliśmy!
Byliśmy w kontakcie mailowym od dłuższego czasu.
Grubo było,ale co tu pisać ;)
Pozdrawiamy!
Prześlij komentarz