| Od Utila |
Rano nasze moto zostawiliśmy bezpieczne u właścicieli hotelu w którym spaliśmy i po godzinnym rejsie przypłynęliśmy na niewielką wyspę.
Na Utyli jest prawdopodobnie najwięcej na Świecie szkół nurkowania, a ceny są naprawdę przystępne.
| Od Utila |
Zabudowa prawdziwie wyspiarska, drewniane domy na palach z których odpada farba, nieład na podwórkach, dwie niewielkie piaszczyste plaże, dodatkowo kilka przydomowych sklepów, kościołów (Metodystów, Baptystów) i lokalnych restauracji.
| Od Utila |
Mieszkają tutaj: Latynosi, Murzyni, Biali i krzyżówki z każdego po trochu. Ma się wrażenie, że wszyscy się tutaj znają.
Na Utili obowiązującymi językami są hiszpański i angielski (z bardzo śmiesznym akcentem), których używają naprzemiennie. Wszystko odbywa się tutaj powoli i nikomu się nie spieszy.
Z informacji jakie zebraliśmy miał tu panować europejski backpackerski klimat, wszędzie są jednak sąsiedzi z USA i można powiedzieć, że zdominowali wyspę...
Drugiego dnia wypożyczyliśmy rower i ciągle na dwóch kółkach (ale o własnych siłach) poznawaliśmy okolicę, dodatkowo w międzyczasie z maską i rurką podziwialiśmy rafę koralową. Dzień zakończyliśmy wyśmienitą kolacją z barakudy i krewetek. Ceny zachęcające.
Wyspa naprawdę niewielka i większość jej obszaru zajmuje dżungla i namorzyny.
Po dwóch dniach mieliśmy niedosyt plażowania i chcieliśmy zwiedzić kolejną, bogatszą w plaże wyspę Roatan. Spakowani czekaliśmy już na prom powrotny do La Ceiba. Podeszliśmy do rybaków, zagadać czy nie zabraliby nas taniej, bez szans. Nagle jeden z nich wspomniał coś o bezludnej wyspie Water Cay, z piaszczystymi plażami, bez wody i elektryczności na której można rozbić namiot. RAJ !!! Pomyśleliśmy. Tylko kto nas tam zabierze? Pytamy kilku, jednak niewielu chętnych, bo za daleko i płytkie wody. Nasz prom odpłynął a my ciągle szukamy. W końcu się udaje! Szybkie zakupy i już siedzimy w łódce u ciemnoskórego rybaka niemowy ze złotym zębem. Pół godziny później dopływamy do brzegu. Na powrót umówiliśmy się za 2 dni na godzinę 11.
Wyspa malusieńka widać jej końce, tylko piasek, palmy kokosowe i inne egzotyczne rośliny. Woda cudowna, niebieska i ciepła.
Przez pierwszą godzinę nie jesteśmy sami, jest kilku turystów czekających na swoją łódź.
Szybko rozbijamy namiot i rozpalamy ognisko.
| Od Water Cay |
Idzie nam to sprawnie, a uśmiechy nie znikają z twarzy. Znajdujemy nawet stół, a z belek i skrzynki robimy prowizoryczne krzesła. Kolacja iście pańska, kurczak, tortilla i rum. :) Powoli dochodzi do nas, że jesteśmy sami na bezludnej wyspie. Totalna radocha. Lalalalalala!
Im ciemniej tym więcej dzikich mieszkańców wyspy nas odwiedza. Są bardzo nami zaciekawione, a jeszcze bardziej naszym niedojedzonym kurczakiem. A mowa tutaj o szczurach. Całe gromady. Na drzewach, palach i kamieniach, wyłażą tłumnie ze wszystkich szczelin, wcale się nas nie boją. Buszują jak gdyby nigdy nic. Schowaliśmy jedzenie do namiotu. Po chwili słyszymy szuranie pod podłogą namiotu, szczury wygryzły trzy dziurki i mało brakowało a dostałyby się do środka. Przez większość wieczoru nasłuchujemy i krzykami odganiamy intruzów.
Cały następny dzień upływa nam na słodkim nic nie robieniu, pływaniu, piciu wody kokosowej i dorzucaniu drzewa do ogniska. Próbowaliśmy nawet łowić ryby na harpun własnej konstrukcji ale pelikany wszystkie wyjadły i nic dla nas nie zostawiły ;)
Całodzienne harce w morzu zmęczyły nas okrutnie i spać poszliśmy chwilę po zachodzie słońca. W nocy obudziły nas niewinne krople deszczu, które z czasem przemieniły się w rzęsistą ulewę z piorunami i grzmotami. Tym razem nie możemy uciec do cywilizacji (przecież jesteśmy sami na bezludnej wyspie).
Na pewno rano przestanie, myślimy.
Nie mamy coś szczęścia do nocowania na łonie natury, bo rano pada jeszcze silniej. Godzina 6 rano, już widno, namiot powoli nasącza się wodą, a na morzu nie widać żadnych łodzi. A co zrobimy jak po nas nikt nie przypłynie w taką pogodę?
Przytulamy i pocieszamy się.
Nagle, co to? Warkot silnika? Z niedowierzaniem wychylamy głowy z namiotu.
- Tak, to on nasz bohater!
Przypłynął specjalnie po nas 5 godzin wcześniej, jak tylko nastał świt :)
Od godziny 8.00 siedzimy w kawiarni z powrotem na wyspie Utila, cali przemoczeni ale szczęśliwi.
![]() |
| Utila |


6 komentarzy:
OGIEŃ! Świetna akcja. Trochę ryzykowne umawiać się, z nieznajomym niemową na konkretną godzinę, ale o to chyba chodziło!! Dobre foty. Dorota +10 za redakcje!!
Najlepszy post do tej pory!!
Piszcie!!
Dzięki Rafu za komentarz i dobre słowo :)
Foty Doroty, post pisaliśmy wspólnie.
Pozdrawiamy!
wszystkie posty piszemy wspólnie.
Stokrotka pozdrawia i zazdrości! :)
Pozdrawiamy ciepło Stokrotkę! Zapraszamy na Andrzejki:)
raz, dwa, trzy próba mikrofonu, zadziała czy nie zadziała o to jest pytanie bojary ;) jeśli się uda to:
-oczywiście pozdrawiam gorąco,
-przesyłam moce! :)
-3mam za Was mocno kciuki!!!
BUZIAKI!
Prześlij komentarz