| Od Comayagua |
Po południu dotarliśmy do kolonialnego miasteczka Comayagua.
| Od Comayagua |
Ta rozpisywana w przewodniku LP, "Central America on shoestring" była stolica Hondurasu i poprzedniczka Antigua Guatemala trochę nas rozczarowała. Hotele dość drogie, mało ulicznego jedzenia, turystów nie widać a zabytki bez większych emocji. Po raz pierwszy zdarzyły się także niemiłe odzywki w naszą stronę ze strony lokalnych pijaczków.
W porównaniu do San Cristobal czy Antigua Guatemala, Comayagua ma się nijak i wypada zdecydowanie najsłabiej. Następnego dnia o poranku zabraliśmy się w drogę. Mieliśmy do przejechania ponad 400 km, pełno zakrętów i wzniesień, planowaliśmy dojechać do Leon, a do tego czekało nas jeszcze przekroczenie granicy. Przejechaliśmy już prawie 6000km, a trasa kondycyjnie jedna z gorszych, o ile nie najgorsza. Dziury, wyrwy i inne nieoznaczone niespodzianki. W Hondurasie nie ma już znaków z podanymi odległościami, brakuje również kierunkowskazów. Łatwo się zgubić i jeszcze częściej musimy pytać o drogę.
Na granicy załatwienie formalności zajęło nam ponad 3 godziny, a zajęło by jeszcze dłużej gdyby nie Rafała niebieskie oczy, na które uwiódł panie przy okienku ;)
Przy okazji poznaliśmy 6 Francuzów, którzy dwoma mini-autobusami jadą z Kanady do Kostaryki. Większość planuje znaleźć tam prace i zamieszkać.
| Od Leon |
To już widocznie taki standard, że z granicy wyjeżdżamy po zmroku. Dojechaliśmy do najbliższego miasta i w myśl naszej zasady, że po ciemku nie jeździmy, zostaliśmy tam na noc. Okolica nieciekawa, pełno pijanych tirowców i towarzyszących im Cór Koryntu (strasznie brzydkie). Na kolacje szybkie placki papusas od sympatycznej sprzedawczyni. Zmęczeni podróżą zasypiamy po 21.
Następnego dnia wypoczęci, wyruszyliśmy do Leon. Przez całą drogę słyszeliśmy odgłosy szurania wydobywające się z motocykla, na dodatek wyciekł nam chyba cały olej z prawej lagi. Odległość do cywilizacji niewielka, więc postanowiliśmy wszystkim zająć się na miejscu. Zatrzymaliśmy się w ciekawym Hostelu El Albergue położonym w ścisłym centrum. Miejsce typowo backpackerskie, użytkowa kuchnia, regionalna kawa z "czajniczka" za darmo, pokoje bez okien ale po środku hostelu rosły bananowce i drzewa grejpfrutowe.
| Od Leon |
| Od Leon |
Na ulicach widoczna jest również bieda, w końcu Nikaragua to najuboższy w regionie kraj za raz po Haiti. Panuje tutaj klimat tropikalny, jest super gorąco! Miesiąc do Świąt, większość sklepów już choinkowo przyozdobionych, a nam w tym upale wyjątkowo trudno sobie je wyobrazić.
| Od Leon |
Przy wieczornym piwku w hostelu spotkaliśmy parę Francuzki z Irlandczykiem, których mieliśmy już okazję poznać na wyspie Utila. Podróżują wzdłuż Ameryk, przeważnie chickenbusami.
Na zadane im pytanie czy jest niebezpiecznie?
Opowiedzieli. - Nie, ale po chwili dodali, że już raz ukradli im plecak.Utwierdziliśmy się tym samym, że bezpiecznej jest podróżować na własną rękę. Bo ludzie są mili a Świat jest piękny.
Rafał:
W sklepie z narzędziami sprezentowałem sobie 40 centymetrową machetę, oryginalną, numerowaną z El Salwadoru za niecałe 15 złotych (110CN). Pomimo, iż została zapakowana w papier, niedługo po zakupie, zauważyliśmy, że odstraszamy wszystkich ciekawskich żebraków, świetnie! Mogliśmy śmiało chodzić z aparatem na wierzchu:)
Tego samego dnia udałem się również do mechanika uzupełnić niedobór oleju, do San Jose w Kostaryce dojedziemy bez problemu, a dopiero tam dostaniemy niezbędne nam uszczelki. Ileż radości przyniósł nasz motocykl dwunastoletnim pomocnikom mechanika, robili sobie z nim zdjęcia radośnie zapalając przy tym wszystkie możliwe światełka, dotykali go z każdej strony, siadali na nim i o wszystko wypytywali.
Następnego dnia po przepysznym śniadaniu w bufecie, wyjechaliśmy do Granady. Tuż za Leon, zajeżdżamy na stację benzynową. Przy odjeżdżaniu zauważyliśmy, że z motoru wycieka benzyna a za każdym razem gdy dodajemy gazu, plama się powiększa. Potrzebny mechanik, na pewno rurka wyrwała się przy wyjeździe z hostelu (zjazd ze schodków). Szybka akcja, Rafał do taksówki, Dotka zostaje pilnować dobytku. Wraca z mechanikiem. Szybkie oględziny. Trzeba natychmiast do warsztatu w dodatku przestrzegają, że takie wysiadywanie jest tutaj niebezpiecznie. U mechanika musimy ściągać wszystkie bagaże i odkręcić deskę. Podnosi siodło, chwile coś tam dłubie i oświadcza, że mamy przelany bak i ta rurka właśnie jest po to aby ten nadmiar odprowadzać. Cała filozofia. Za niewiedzę się jednak płaci, całe szczęście to Nikaragua i wycena usługi jest znośna.
Odetchnęliśmy z ulgą i ruszyliśmy pospiesznie w stronę Granady...


3 komentarze:
Czesc. Dobre posty. Czytamy wszystko co sie pojawia ;)
Gdzie zamierzacie spedzic swieta?
Dzięki Kylu za dobre słowo.
Święta prawdopodobnie spędzimy w Ekwadorze, ale to jescze miesiąc czasu:D
Pozdrawiamy.
Hej Dorota, jakiś czas temu okazało się, że miałyśmy podobny pomysł. Ja ze swoim świeżo poślubionym mężem również wybrałam się w podróż :) My planujemy przejechać "tylko" Amerykę Południową :)
Z zapartym tchem czekam na kolejne wasze posty! Super pomysł z tym motorem - wygląda na to, że to bardzo ułatwia sprawę :) nawet jak wyciekają z niego niekoreślone ciecze :)
Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam w wolnej chwili do nas: doslimonesporfavor.wordpress.com (pozwoliłam sobie was zlikować :)
Szerokiej drogi i jasnych odczytów na gps'ie!
Lu (z ceku, jakby co:)
Prześlij komentarz