wtorek, 26 października 2010

Nocleg w namiocie. Podejście pierwsze.

Po drodze zatrzymaliśmy się w Playa Del Carmen,gdzie początkowo mieliśmy spędzić noc w namiocie na plaży. Jednak miasto bardzo turystyczne, zero intymności, a klimat i architektura do złudzenia przypominające Sopot. Zapadła szybka decyzja - ruszamy dalej!

Od Tulum

Zachęceni przez znajomego Adriana postanowiliśmy spędzić noc w rezerwacie Sian Ka'an w Tulum, gdzie można rozbić namiot na plaży bez dodatkowych opłat.
Za wjazd do rezerwatu objętego patronatem UNESCO zapłaciliśmy jedyne 25 peso od osoby.
Droga koszmarna, pełno dziur w których jest woda. My cali mokrzy, z nieba lał rzęsisty deszcz. Pierwszy postój i możliwy biwak, wioska indiańska, Rafał pyta o łazienkę, pijany jegomość robi wielkie oczy, nie rozumie, powtarza pytanie - baño?, nie rozumie, za to my rozumiemy, nie ma. Na odchodne wspomina coś o huraganie. Huragan? Tak ale to jutro.
Myślimy trudno, chociaż plaża ładna, dzika, jedziemy dalej. Poruszamy się z prędkością max. 15km/h. Dziura, wymijanie, dziura wymijanie, mokro w butach, spodnie mokre, strach o bagaże. A niedługo zacznie się ściemniać. Zawracamy do Indian.
Kilkaset metrów od ich obozowiska, natrafiliśmy na samotną plażę. Rafał wrócił do miasta po zakupy, ja zostałam aby rozbić namiot. Wybrałam całkiem niezłe miejsce (o słodka naiwności), na wzniesieniu z widokiem na morze. Rozbicie namiotu poszło mi całkiem sprawnie jedynie piękne chwile zakłócał od czasu do czasu deszcz.
 Zaczynało się ściemniać gdy wrócił Rafek z prowiantem. Szybkie rozpalenie ognia i już kurczaczek skwierczał na patelni.
-Sialalalla sia siala sialala ja.Radocha!
 Sielanka nie trwała długo, gdy nagle wiaterek przemienił się w wichurę, po czym przeistoczył się w huragan. Namiot położył się natychmiast, trzepocząc niemiłosiernie. Z trudem we dwójkę mogliśmy go utrzymać aby nie pofrunął. Do tego dołączyła ulewa. Palmy gięły się niemal w pół. Do tego jeszcze ten piach, drobniutki pył, który oblepił nam wszystko, nawet rzeczy ukryte w torbach. Aparat cały mokry, wszystkie ciuchy. Zapadła decyzja, "chodu do cywilizacji". Tym razem pakowanie bagaży przebiegło w czasie ekspresowym.
 A gdy pogoda trochę się poprawiła niezwłoczne wyruszyliśmy.

Od Tulum

 Zatrzymaliśmy się na najbliższym, prywatnym kempingu. Osłonięci przez płot i roślinność postawiliśmy namiot.
 Zjedliśmy kolację i szczęśliwi poszliśmy spać.
 Całą noc padało.Niestety rano czekało nas najgorsze. Suszenie i czyszczenie naszych rzeczy.
 Jak wspominałam wcześniej piach i pył oblepił wszystko, a gdy jest mokry jest niemal nieusuwalny. Wszystkie ale to wszystkie rzeczy mieliśmy brudne i mokre, dokumenty, ubrania, pieniądze i aparat (przez pół dnia miał zaparowane lustra) a motor przypominał babkę piaskową. Niestety zdjęć brak :D
...
               C.D.N  
Od Tulum



Tulum

Brak komentarzy: