Dzięki nim dowiedzieliśmy się o miasteczku Palanque, oddalonym o 500 km od Chatemul. Po namyśle zdecydowaliśmy się na wybranie tej opcji podjechania pod Gwatemalę. Dodatkowo na decyzję wpłyną fakt, że przy wyjeździe z Beliz trzeba zapłacić 40 U$D.
Po drodze emocje zapewniła nam meksykańska armia, która zrobiła nam dokładną rewizję wszystkich bagaży w poszukiwaniu narkotyków. Łącznie z zapakowaniem toreb zajęło nam to godzinę. Głupcy nic nie znaleźli, tak schowaliśmy te 3 kilo w brudnej bieliźnie!
Kolejna atrakcja to Laguna 7 kolorów (zdjęcia w galerii).
| Od Palenqe |
W Palenque trafiliśmy do schizowej chatki do której wchodzi się po drzewie. Chatka, mała ale przytulna z palmowym dachem i małymi drzwiczkami. Maya Bell Hotel w zasadzie nie jest hotelem, a kompleksem domków, miejsc na namioty i hamaki, porozrzucanych po dżungli. Jest nawet basen. Cała ta przyjemność kosztuje nas 120 peso doba za domek, a ceny żywności są tutaj najniższe w całym Meksyku :) Okno wychodzi nam na hotelową restaurację w której codziennie jest grana lokalna muzyka na żywo.
Dzisiaj byliśmy na spacerze po ruinach w dżungli. Wspaniałe ruiny pośród tropikalnej flory. Warto odwiedzić.
Dużo wilgoci ale o dziwo komarów brak!
| Od Palenqe |
Jutro żegnamy Palenque i dzięki CS w San Cristobal de las Casas spotkamy się z Adrianną. Mamy ochotę zostać tam do Halloween, które jest jednym z najważniejszych świąt w Meksyku. Jedno jest pewne to jest ostatnie miejsce jakie odwiedzimy w Meksyku.
Na liczniku przeszło już 3000 km i nie możemy doczekać się następnych.
![]() |
| Palenqe |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz