Piątek
Przedpołudnie spędziliśmy w domu na szukaniu motocykla. W między czasie przyszła kolejna koleżanka Adriana, której imienia nie mogę sobie teraz przypomnieć. Na obiad byliśmy umówieni z mamą w tradycyjnej restauracji z muzyką i tańcami na żywo.
No meksykan style? A jakże, po przyjściu okazało się że nie zapisali naszej rezerwacji i dostaliśmy stolik na końcu sali. Po krótkiej naradzie posatnowiliśmy, że poczekamy na mamę i pójdziemy na tacos :) Wystawny obiad przełożyliśmy na następny dzień. Niepewna dnia następnego zrobiłam kilka fotek i dobrze, ponieważ w sobotę zapomniałam zabrać ze sobą aparat w czym poratowała nas mama ze swoją komórką.
Ogólnie cała rodzina Adriana jest muzykalna, a śpiew towarzyszy im przez cały dzień. Mama ma jedną ulubioną piosenkę, którą ćwiczy w samochodzie, pod prysznicem, w kuchni itp.
,a Adrian chce zostać najlepszym piosenkarzem na świecie. Trzymamy kciuki!
Popołudnie w domu upływało nam na piciu tequili, śpiewie tradycyjnych piosenek i na sesji zdjęciowej w ogrodzie.
Wieczór zamierzaliśmy spędzić w domu z racji tego, że poszaleliśmy dzień wcześniej, a w sobotę rano mieliśmy pojechać na giełdę poszukać motocykla. Do momentu gdy zadzwonił telefon. To był Piotr. Piotrek jest szefem dużej niemieckiej firmy i również zwierzchnikiem brata Adriana, Alexa. Zaprosił nas do siebie do domu na imprezę. Wcześniej musieliśmy podjechać pod centrum sportu, ponieważ odbywał się tam firmowy turniej piłki nożnej (skąd my to znamy :D ), a stamtąd na zakupy i do domu. Piotrek mieszka w Mexico City od 2 lat i jesteśmy pierwszymi Polakami jakich spotkał do tej pory. Impreza była przednia przyszli wszycy bliscy pracownicy wraz z parterami, była salsa na tarasie, grill, dużo piwa i tequilli. Polacy i Meksynaie są do siebie podobni w tych sprawach :D.Do domu wróciliśmy po 3 w nocy. Miło było poznać punkt widzenia Piotrka na życie tutaj. Tak jak się spodziewaliśmy nie jest tak niebezpiecznie jak sie mówi i jak mówią nam nasi latynoscy znajomi. Dla przykładu Piotrek zawsze zostawia laptop w samochodzie i jeszcze nigdy nic złego się z nim nie stało, a w tym roku był w Berlinie i starcił laptopa w ten sposób. Niestety nie mamy zdjęc z tej imprezy i to nas strasznie boli.
Jeszcze raz wielkie dzięki za zaproszenie Piotrek!
1 komentarz:
Siostro,
bardzo mnie dziwi, że przy okazji tych pięknych zdjęć rodzinnych nie wspomniałaś ś.p. Pusi Polit, która jest wręcz identyczna jak psiak Adriana.
:)
Prześlij komentarz