poniedziałek, 4 października 2010

Obiad z dziadkiem

Sobota
Z samego rana wyruszyliśmy na miasto z nadzieją kupna wymarzonego motocykla. Największa giełda w mieście, w naszych głowach optymizm, tak to dzisiaj jest ten dzień. Po drodze w odległości ok 1 km stoją mężczyźni machający do przejeżdżających samochodów. Pytamy Adriana o co biega. Okazuje się, że są to kupcy i jeżeli spodoba im się twój samochód podają cenę i jeśli jest ona dla ciebie ok, zawierasz transakcję na ulicy. Żadnej kontroli u mechanika, sprawdzania lakieru, podwozia itp, takie to proste tutaj. Jakie było nasze zdziwienie po przyjściu na miejsce. Giełda nie większa niż typowy polski komis, motocykli sztuk 3. Spytaliśmy się sprzedawców gdzie można znaleźć jakiś motocykl enduro. Podali nam jakieś namiary i na tym się skończyło. Ogólnie cholernie ciężko trafić na enduro, ponieważ Meksykanie lubią jeździć szybko i z klasa, nie dla nich taki terenowy motocykl. W umówionym miejscu podjechała po nas mama i wróciliśmy do domu.Mieliśmy godzinę na odpoczynek, ponieważ mieliśmy zarezerwowany stolik w restauracji. W między czasie mama pojechała po dziadka, który przebywa w domu starców. Dzidek sędziwy ale jakże krzepki 90 latek. Śpiewał nam przez cała drogę oraz opowiadał jak jest nieszczęśliwie zakochany w 64- latce ze swojego ośrodka.
Pod restaurację podjeżdża się samochodem, który jest odbierany przez parkingowych i oni zajmują się zaparkowaniem. Stolik dostaliśmy przy samej scenie. Na przystawkę zamówiliśmy sobie po rosole, a główne było jedno dla wszystkich, barbacoa - wolno pieczona baranina z grilla podawana na liściach aloesu. Każdy nakłada sobie odpowiednią ilość na tortille, polewa ostrym sosem, wyciska limonkę i je ręką. Kelnerzy uwijają się jak w ukropie, co raz dokładając gorące placuszki. Każdy z nich obowiązkowo biała koszula i kamizelka. Wielka kultura. W toalecie stoi ręcznikowy, który podaje ręcznik, można też skropić się przygotowanymi perfumami. Występ - profesjonalnie przygotowany, raz doliczyłam się na scenie 20 tancerzy i muzyków.Były trąbki, skrzypce, gitary, tancerze , tancerki i piosenkarze. Niezapomniane wrażenie. Niestety nie wzięliśmy ze sobą aparatu ale są zdjęcia z komórki. Przed wyjściem rozejrzeliśmy się trochę i ku naszemu wielkiemu zdziwieniu sal takich jak nasza jest tam o wiele więcej!

Od Obiad z dziadkiem


Dzień pełen wrażeń toteż szybko położyliśmy się spać.

Według Wikipedii - Restaurante Arroyo
Założona w 1940 roku. Jest największą pojedynczą restauracją meksykańską na świecie. Może pomieścić 2,200 gości, ma 9 sal i parking na 600 samochodów. Jej specjalnością jest właśnie barbacoa.







Obiad z dziadkiem

Brak komentarzy: